Dzień zapowiadał się obiecująco, w pustelni promienie rozespanego jeszcze słońca okalały delikatnie chatkę. Teoretycznie zapowiadał się kolejny ciepły, przytulny, piękny dzionek. Nie wszyscy jednak podzielali euforię nowego dnia. Pat doskonale wiedział co czaiło się za tym pięknym wschodem, ostatnie spotkanie z Albusem, na bardzo długo. Nie chciał zastanawiać się co będzie później, był zbyt uradowany, nie miał czym się cieszyć, a mimo to radość wypełniała jego serca. Jedyną rzeczą, która mogła go jakoś pocieszać był fakt, że Gabryel będzie teraz szczęśliwszy. Gdyby tylko nie wyjeżdżał tak daleko, podróż balonem była rzadkością. Bezimienny jednak, nie chciał jeszcze o tym myśleć, słał łóżko, zrobił sobie herbaty i zabrał się za pisanie nowego zaczarowanego sonetu, uwielbiał tworzyć ten typ zaklęć, choć sam nieczęsto ich używał.
Snuł się po domu całe przedpołudnie, pisał, krzątał się, silił się przed samym sobą na spokój. W pewnym momencie wstał od stołu zbyt rozkojarzony by cokolwiek wymyślić, wyszedł na podwórze i wziął swoją laskę podróżną. Wrócił się jeszcze po szkicownik, jedyny prezent jaki mógł dać Albusowi. Dziennik z autorskimi zaklęciami, rysunkami, pięknie wykaligrafowany. Wsadził weń również list sprzed wielu dni, nie wiedział co w nim było, wiedział tylko, że adresowany był do wybywającego. Wziął tobołek – brązową torbę, przewiesił przez ramię, poprawił zielony płaszcz. I poszedł dróżką w stronę Dzwoneczkowego Lasu. Nitka poprowadziła go aż do granicy drzewnego skupiska, tam szepnął:
- Zabierz mnie stąd opiekunko.
Naraz zebrał się wiatr, liście zaczęły tańczyć wokół chłopaka, a on sam trwał tak niewzruszony. Niknął w południowym słońcu. A wiatr niósł go do miejsca tak bardzo przezeń niechcianego, o miejsca rozstania.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Warto było wstać wcześnie ^^ Nie wierzyłam, że to ujrzę, ale oto jest. I w końcu pojawi się Albus :D
OdpowiedzUsuńMasz teraz wolne, przyjacielu, więc pisz!
OdpowiedzUsuńŁadnie proszę :D