Kiedy tam dotarł, standardowo cała okolica wrzała od rozmów, płaczów, pożegnań, Pat rozejrzał się i zobaczył Michaela. Podszedł do niego:
- Albus już jest, hmm…? – zapytał
- Nie widziałem go, mówił, że będzie miał multum bagażu, więc szybko bym isę go nie spodziewał.
- Długo już jesteś ?
- Nie, chwilę.
- Nie chcę żeby wyjeżdżał.
- Wiem Pat, wiem. – odwrócił się do niego i pocieszył swoim uśmiechem.
Kiedy tak rozmawiali za nimi dobiegły ich ożywione debaty o Życiu, Śmierci, Światłości i Gabrielu. Obydwaj rozmówcy odwrócili się w stronę nadchodzących. Im oczom ukazały się dwie postacie, Rafael i Raf. Nawet ich nie zauważyli tak pochłonięci byli wzajemnym dialogiem.
- Może jednak wrócilibyście do rzeczywistości, hmm…? – zapytał
Nawet go nie zauważyli, bardziej rozbawiony niż poirytowany podstawił jednemu nogę, finał był doskonały, Rafael znalazł się w ułamku sekundy na ziemi nieświadomy co się stało. Następnie połowa obecnych wokół nich usłyszała wrzask: PAT!!!. Raf nie szczędził sobie żartów z leżącego. Michael pomógł przyjacielowi wstać. Kiedy wszyscy doprowadzili się do porządku, cała czwórka zobaczyła przygotowania balonu, ogromnego balonu.
- Nienawidzę tych nowoczesnych form transportu – mruknął Bezimienny
- Przecież to wcale nie jest nowe – zaprzeczył Rafael
- No ale pochodzi z Milenio, a tam wszystko jest takie techniczne. – wzdrygnął się Pat
- Marudzisz – podsumował go Raf.
Balon z koszyczkiem napędzany jakoś magicznie na ciepłe powietrze, większość magów uważała to za totalny bezsens, gdyż magia oferowała im lewitacje, teleportacje i milion innych form szybkiego przemieszczania się. Niestety niektóre instytucje, jak na przykład ta albusowa chroniły się szeregiem tarcz antymagicznych co skrzętnie utrudniało nawet potężnym istotom dostanie się na teren owych. Kiedy tak rozprawiali o niczym, obok nich ktoś rzucił prośbę:
- Może przestaniecie stać jak te kołki i mi pomożecie, co ?
- Albus! – wymownie powiedział Pat – nie przesadzasz trochę ?
Za raz pożałował swoich słów, jego opiekun klasnął w dłonie i w ręku każdego z uczestników debaty pojawiła się torba, tobołek lub inny bagaż.
- Ty zwariowałeś ? – zapytał niedowierzaniem Raf.
- Nie skądże – uśmiechnął się wręczając mu jeszcze 3 opasłe tomy.
- Przecie jeszcze wrócisz na dzień lub dwa ? – nie wiadomo czy zapytał czy stwierdził Pat
- Eee... – zająknął się Albus – takie były plany, ale uległy one małej zmianie.
- Co to znaczy ? – dobitnie zapytał Bezimienny
- Że już nie wrócę, znaczy na ten czas nie.
- Dobrze chodźmy już – przerwał mu Pat. Wiedział, że Albus wybywa na długi czas, ale miał wrócić, by dopełnić jakieś papierkowe sprawy. Oczywiście Michael i Rafael nie zrobili zdziwionych min. Do tego jednak był przyzwyczajony, ta ich ogromna braterska przyjaźń, uosobienie jakiejś takiej wzajemnej solidarności, empatii i zrozumienia. Musieli wiedzieć wcześniej. Wszyscy stanowczym krokiem podążyli ku kolorowej nabrzmiałej kuli.
W koszu było już dwu ludzi, a dwu innych krzątało się wokół, bawiąc się jakimiś linami.
- Albus – uśmiechnęli się promiennie podróżnicy.
- Tak to ja – odwzajemnił gest Wiedzący.
- Gdzie twoje bagaże, hmm…? - zapytał jeden z techników.
- Idą – mężczyzna wskazał na pochód za sobą.
Kolejno: Raf, Rafael, Michael i na końcu pogrążony w niewesołych myślach Pat. Kiedy się zatrzymali Bin wpadł na przyjaciela, puszczając torbę Albusa.
- Przepraszam – mruknął ledwo słyszalnie.
- Proszę te bety wrzucić tu – jeden z inżynierów wskazał rozłożone prześcieradło.
- Latający dywan? – zakpił cicho Raf, ale nikt go nie usłyszał.
Kiedy już każdy wrzucił Gabrielowe rzeczy na właściwe miejsce, przyszedł czas na pożegnania. Pierwszy był Raf, uścisnęli sobie ręce, spojrzeli w oczy wymienili między sobą jakieś półsłówka i zakończyli w przyjaznym uścisku. Następnie Rafael i Michael to wyglądało jak jakieś mistyczne bractwo, bo pewnie podświadomie takim było. Milczeli i patrzeli sobie w oczy, telepatia na wysokim poziomie, uśmiechali się. Pat mógłby jednak przysiąc, że widział w oku Michaela łzę. Kontemplowali isę tak i wspierali wyglądało to co najmniej pięknie. Trzech uduchowionych Wiedzących, którzy dodawali sobie otuchy. Pat miał cały czas jakieś wątpliwości, czy dawać przyjacielowi swój notatnik. Jak zwykle pogrążony w myślach kłócił się ze sobą w duchu. Nim, po pożegnaniu się z dwójką przyjaciół, zdążył się odwrócić na miejsce przybiegła Iris.
- Albus, przepraszam najmocniej – tłumaczyła się – Musiałam dokończyć mój mały prezent dla Ciebie.
- Oj przestań, nie trzeba było. – pocieszył ją, po czym ona rzuciła mu się na szyję.
- Do zobaczenia.
W końcu przyszedł czas na ostatnie pożegnanie – z Patem. Gabriel stanął przed podopiecznym:
- Gabriel Młody – powiedział Albus.
- Gabriel jest tylko jeden Gabrielu – spojrzał nań swoimi zielonymi oczyma – Nie chcę żebyś wybywał. To zbyt daleko, tam list idą latami, tam na pewno będą Cię źle karmić, nie będziesz mógł się przyzwyczaić, ograniczą CI papieru, piór i atramentu, ja sobie po prostu bez Ciebie nie poradzę. – złapał swoją torbę, ale zrezygnował. Delikatnie złapał twarz Albusa swoimi dłońmi i stanął na palcach, gdyż był od opiekuna niższy, ten pochylił głowę i Pat pocałował go w czoło.
- Nie zapomnij o mnie – poprosił Pat, a po jego policzku popłynęła łza.
- Nie zapomnę Pat, nie zapomnę. – przyrzekł.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
No, w końcu! Już myślałam, że się nie doczekam...
OdpowiedzUsuńPoczątek był świetny, szczególnie podstawienie nogi trafiło do mojego sadystycznego umysłu. Za to końcówka... Koniec sprawił, że ja też nie chcę żeby Albus wyjeżdżał :(
Raf nie szczędził sobie żartów z leżącego.
OdpowiedzUsuńxD
Raf... nie trudno sobie wyobrazić tę scenę ;]
jaki miałam prezent dla Albusa? ;>
przepiękny gest - pocałunek w czoło...