- Widzieliśmy go już. – stwierdziła – Był sprawdzany przez Cinom. Pół hobbit pół wirtuoz.
- Aaa…- przypomniał sobie Pat, chciał się ucieszyć, jednak świadomość tak wielkiej straty dawała mu się we znaki.
- Myślisz, że da radę wyszkolić potencjalnych epistemografów należycie dobrze ?
- Nie wiem.
- Nie za młody on jest na mistrza ? – zainteresowała się Bella
- Dobre pytanie, jednakowoż Cinom jest niewiele od niego starsza.
- Nie wierzę, przecie ona była najprężniejszą z mistrzów. Ale tak częste nadwyrężanie mocy nie może prowadzić do niczego dobrego.
Pat powoli oswajając się z tą myślą wstał i spojrzał na Matyldę:
- Tak poproszę kawy.
- Oczywiście. W sumie nie zastanawiałaś się by kiedyś zostać oficjalnie Kawoszką ? Myślę, że władza nie miałaby nic przeciwko – uśmiechnął się Pat
- Bardzo zabawne.
Kiedy one rozmawiały, Bezimienny penetrował podziemia swojej chatki w poszukiwaniu najlepszej kawy, wśród miliona rudych puszek z herbatom trudno było mu doszukać się tego bordowego połysku. W końcu jednak znalazł kawę, koło miodowych ziółek i wódki z pelargonii. Była to jedna z najdorodniejszych kaw w Królestwie. Pat lubił swoje kolonialne podboje, dostawał mnóstwo różnych orientalnych ziół, herbat i trunków, sam pijał tego niewiele, lecz miał czym częstować gości. Parę delikatesów było nielegalnych gdyż, nie uzyskał należytego wieku do ich posiadania, ponieważ zawierały one wysokie stężenie iluminy. Złośliwi nazywali ją Krwią Iluzji. Ponieważ po wypiciu takowej mogło się zwariować i uzależnić.
Wystawił głowę z dziury w podłodze. One już zmieniły temat na najnowszą kreacje Simej, która preferowała ostatnio spodnie, co było nie lada skandalem, graniczącym z czystą perwersją, jak zawsze stereotypy dawały się we znaki.
- No i wyobraź obie, że ta blada piękność, paradowała na tym bankiecie w spodniach. Wysokie szpilki na rzemyki i ta błękitna kamizelka delikatnie odsłaniająca jej biust, nie wspomnę o tym, że nawet nie pomyślała o ubraniu czegoś pod ową kamizelkę. – wyliczała prawie zdegustowana Bella
- Podsumowując wyglądała olśniewająco. – skwitował Pat.
- Powiedzmy – mruknęła
- Powróćmy zatem do spraw ważniejszych niż plotkowanie o guście królowej – powiedział i wyczarował trochę wody, bo ta, która została po Bellowej herbacie nie wystarczyła, nalał ją do czajnika i postawił na ogniu, racząc przyjaciółki swym świdrującym zielonym wzrokiem – Więc jak on ma na imię?
- Samoz – rzuciła niedbale Matylda
- Więc niech i będzie Samoz – rzekł Pat podając Mat kubek z kawą.
A później zaczęli rozprawiać o nowych w klasie, tych roku poprzedniego, którzy ponoć problem mięli z myśleniem niegdysiejszym i logiką. I o tym jak zostaną przyjęci, przez te dwa gobliny. Baonet był gdzieś daleko, więc nim na dzień dzisiejszy przejmować się nie musieli, to on raczej przejmował się tym, że nie dostanie żadnej sensownej pozycji w klasie.
Rozmawiali tak do późnego wieczora, kiedy Pat je pożegnał, ogarnął trochę w chatce i napisał pokrótce całe zdarzenie Albusowi. Myśląc o przyjacielu wziął do ręki ciężki tom podstaw epistemogragi i zanurzył się w nim bez reszty.
Tak czytając usnął. Już tylko chwile dzieliły go powrotu w mury towarzystwa. Mury towarzystwa. Mury. Towarzystwa. Kolejne pytania kołatały jego śniącą głowę, lada dzień na większość z nich otrzyma odpowiedź, lecz nie był pewien czy tego chce. Poprawił poduszkę i usnął na dobre, a sen jego był piękny.
środa, 4 sierpnia 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)