Rozległo się nieśmiałe pukanie do drzwi. Echo przeszyło cały zamek. Szczęk starych, ogromnych wrót i ciche kroki. Pustelnik przemierzał mroczny przedsionek. Stare wiolonczele, fortepiany, klarnety i tysiące, tysiące innych starych, niekiedy zniszczonych instrumentów. Doszedł do mało zachęcającej dziury w ścianie, by znaleźć się w cudownym, przepełnionym magią ogrodzie Pani Dźwięków. Minął róże i konwalie i szedł dróżką w kształcie pięciolinii ku pięknie rzeźbionemu wejściu do Sali Wizytowej gospodyni. Jeden z wielu zaczarowanych zamków w tym Królestwie a jednak tak różny, tak inny. I ta muzyka, piękna, niebezpieczna, uzależniająca. Samotnik przeszedł całą komnatę, by wejść po schodach na piętro. Pani domu była zapewne w swojej ulubionej komnacie - rekreacyjnej. Tej w której uczył się grać sam Michael. To tam sprawiała, że wrażliwość można było poczuć, a nienawiść oddać za pomocą jednej pięknej, aczkolwiek mocnej nuty . To tam przy pomocy Architekta konstruowała nowe instrumenty. Mijał te wszystkie świeczniki w kształcie ósemek i obrazy przedstawiające tych, którzy mieli z Nią coś wspólnego. Widział obrazy Jeny, Elizabeth, Michaela. Skręcił w lewo za marmurową figurą śpiewającego flamandora.
Wszedł do jasnej komnaty. Muzyka siedziała przy swoim ogromnym biurku. Zamiast nóg miało cztery klucze wiolinowe, a na blacie leżała sterta starych pożółkłych papierów pergaminów i świstków z nutami lub projektami. Gospodyni spojrzała na niego spod swoich kanciastych okularów połówek.
- Wiedziałam, ze w końcu przyjdziesz. – mruknęła jakby do siebie.
- To było aż tak oczywiste ? – zastanawiał się głośno.
- Mhm. Tak. Za dużo o Tobie słychu. Nie pogrywaj tak z Czasem, nie jest zachwycony.
- Nie wątpię. – rzucił niedbale
- Widzę, że coś Ci jednak zostało.
- Przecie przeszłości się nie pozbędę. Moja droga mówisz jakbyś zapomniała, że sama nie raz próbowałaś się zmienić, to nie ma sensu nie można zmienić się na siłę. Dojrzałem nieco owszem, ale to nic w porównaniu z innymi, z tymi których mi zabrał – westchnął.
- Usiądź przyjacielu. – zaproponowała.
- Nie Czas mnie goni, czuję że coś nie dobrego dzieje się z Beatrycze. Mam coś dla ciebie. – powiedział i wyjął spod płaszcza bardzo stary aczkolwiek przepięknie kaligrafowany pergamin.
- Co to jest ? – Muzyka znała odpowiedź, ale nie wierzyła własnym oczom. – Chyba nie chcesz mi tego oddać ?!
- Właśnie po to przybyłem. Weź to proszę nie mam czasu, spotkałem Beatrycze w drodze do Twego zamku, naprawdę nie wygląda dobrze. – ponaglał gość.
- Chyba zwariowałeś nie przyjmę tego od Ciebie. To papier nadania zdolności. Nie mam nawet takiej mocy, by go odebrać.
- Ale tu wyraźnie widnieje Twój podpis. – bulwersował się Pustelnik.
- Ale to nie ja mam władzę wręczania talentów. Po za tym nikt Ci tego nie przyjmie to Dar. Wiesz przecież, że Dar działa jak silny magiczny artefakt. Odebrać go może tylko osoba, która go dała i Los. Los jak wiesz jest wyczerpany walką i opętaniem, jeszcze dużo czasu minie zanim odzyska całą swą moc. A Terencjusz nie ma w zwyczaju cofać swych decyzji.
- Najwyższy czas aby przerwać tę rutynę. Może pan Te spróbuje czegoś nowego i odbierze mi to. – wskazał ręką na lekko mieniący się papier.
- Najwyższy czas, byś zrozumiał, że nie jesteś pępkiem świata.
- Więc nie odbierzesz mi go ?
- Nie. A Ty nie śmiej nawet próbować go niszczyć. – powiedziała po tym jak spojrzała w jego myśli. – Dar ten przyda Ci się jeszcze w najmniej oczekiwanym momencie. To Talent rozwijaj go. Ma on potężną moc. Może naprawdę być przydatny. I nie dla Ciebie lecz dla innych. Przypomnij sobie Emilie i Ja-Sir’a. Im też kiedyś śpiewałeś. Posiadasz dar choć sam jeszcze go nie zrozumiałeś. – usiadła z powrotem na miejsce i kreśliła jakieś kreski na jakiejś jeszcze niezniszczonej kartce. Pustelnik odwrócił się na pięcie i chciał wyjść kiedy Muzyka nie odrywając oczu od pracy powiedziała:
- Wspomnienie już na Ciebie czeka w ogrodzie. Pamiętasz jak się z nim porozumieć to wychowanek flamandorów. I trzymaj się mocno jego rogów. Bywaj zdrów Tęczowy Chłopcze. – pożegnała go Władczyni Muzyki – przeszłości się nie pozbędziesz. Ale jak wolisz to do zobaczenia Pustelniku.
On stojąc w drzwiach odwrócił głowę i smutnymi oczami wyrażał cały swój ból. I rzekł:
-Następnym razem wystarczy Pat.
-Oczywiście.
-Bywaj Matko Flamandorów.
I wyszedł. Mijał uśmiechnięte twarze swoich znajomych i twarze tych których w życiu nie widział na oczy. Zszedł po schodach. Kiedy znalazł się w ogrodzie zobaczył Wspomnienie. Najpiękniejszego rogacza chodzącego niegdyś po Dzwoneczkowym Lesie. Zanucił znaną melodię na przywitanie. Rogacz przybliżył się do Samotnika i pozwolił się dosiąść.
-„Witaj przyjacielu” – przywitał się w myślach.
- „Gdzie pragniesz bym Cię przetransportować, hmm…?” – usłyszał w głowie
- Wpierw do miasta do Eryka. Następnie znajdź Beatrycze proszę. – powiedział już na głos.
Jeleń pokiwał głową, a jego rogi które złapał Pustelnik były delikatne i czułe jak kwiaty.
Zwierze podniosło jedno kopyto i rozpłynęło się razem z jeźcem w powietrzu w brązową mgiełkę. Poruszaną przez muzykę wyruszył podróż do miasta koło chatki Pustelnika. Tam Pat zostawił informacje Erykowi, że czekają na niego listy dla Sharon, Albusa, Iris, Michaela.
I pomknął w poszukiwaniu Beatrycze.
Kiedy wrócił do swojego domku, był wykończony. Był smutny, zdołowany, bezsilny. Wziął do ręki pióro i najczarniejszy z atramentów. I zaczął kreślić litery. A treść dyktowała mu sama nienawiść.
„ Czasie nędzny tchórzu, pozbawiłeś mnie wszystkiego. Andree. Albusa. Michaela. Ja-Sira. Nienawidzę Cię zdrajco.”
Po czym upadł, zemdlał, a gdy się ocknął było już dawno po zmroku. Było mu bardzo zimno i czuł do siebie wstręt, że dał się opętać nienawiści. Wstał, klaśnięciem rozpalił ogień w kominku. List do czasu wrzucił do ognia wyjął nowy pergamin, śnieżnobiały i krwisto-czerwony atrament i zaczął kreślić litery: „Najdroższy Albusie”
niedziela, 12 lipca 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)