Rankiem, kiedy Sharon pogrążona była jeszcze w pełnym pokoju śnie, Pustelnik posprzątał czarami w jej okazałym pałacyku. Niestety, przez swe opętanie miała ogromny nieład w domu jak i w ogrodzie. Około południa Pat wyszedł na wielkie podwórze i zaciągnął się powietrzem, w którym dominował zapach stęchlizny i Samotności. Wyciągnął ręce, zamknął oczy, wypowiedział niezrozumiałe zaklęcie i uporządkował nieco nieład na zewnątrz.
- "Resztą zajmie się Veris" – pomyślał
Obszedł dwa razy pusty ogród, rozmyślając jak najszybciej mogą znaleźć się na Wyspie, nie narażając przy tym zdrowia przyjaciółki. Teleportacja nie wchodziła w grę, piechotą nie doszli by tam w tydzień, jedynym sensownym wyjściem było polecieć.
- „Ale jak ?” – to pytanie snuło się ciągle po jego głowie.
Usiadł na skodach prowadzących do drzwi, kiedy coś w kieszeni uniemożliwiło mu wygodne usadowienie się. Płatek śniegu należący do Simej. Wyjął go z kieszeni, poparzył i nagle go olśniło. Położył klejnot na płaskiej dłoni.
- Mknie przez chmury, przez niebieski las, cny pegazie zabierz stąd nas. – wyszeptał i dmuchnął nań, artefakt zdematerializował się w chaotyczny, ledwo dostrzegalny, błękitny pył, który z każdą chwilą przybierał ostrzejszych kształtów. W końcu przed dworem na brukowanej ścieżce, rozprostował skrzydła Pegaz. Pustelnik ukłonił się w pół i pogłaskał grzywacza.
- Massimo.
- Bezimienny, wiesz, żem tylko przywołany, to nie me ciało lecz duch, który nie jest tak niedościgniony, jak feniksy czy gryfy. Wiem, gdzie chcesz bym Cię zaprowadził, lecz nie wiem czy podołam temu zadaniu.
- Mną się nie martw, byleby Sharon się tam dostała jak najszybciej. Muszę jeszcze porozmawiać z Fryderykiem, by wiedział co robić, kiedy księżniczka tam będzie. Mogę na ciebie liczyć ?
- Oczywiście, mam również nadzieję, że moja moc osłabi nieco jej skołataną Iluzją duszę. Przyprowadź ją, ja rozprostuję w górze skrzydła.
Duch z wielką siłą zaczął machać skrzydłami, Pat odwrócił się wszedł do domu, kierując się do sypialni. Przemierzył schody i kiedy miał wejść do komnaty, w której leżała Sharon, zauważył uchylone drzwi do gabinetu. Pchnął je i ujrzał okazałe drewniane biurko, na którym leżały, srebrne koperty i turkusowy atrament. Wziął je do ręki i schował w kieszeni płaszcza.
- „Mogą się jej przydać, kiedy wyzdrowieje”. – pomyślał
Wrócił po przyjaciółkę, która bardzo osłabiona majaczyła przez sen.
- Niech sen Twój jak puch lekki będzie, najdroższa. – zanucił, a oddech Sharon się wyrównał.
Objął ją i delikatnie przemierzył cały dom, by wyjść oddać ją w ręce Massima. Pegaz zakręcił ostro w powietrzu i wylądował. Pat^^ spokojnie położył śpiącą księżną na stworzeniu.
- To nie bywałe, mimo tak silnego opętania, śni jak anioł, jest tak silna, czy Ty ją czymś nakarmiłeś, hmm… ?
- Jest silna, ale nikt nie jest w stanie pokonać magii iluzji, uspokoiłem ją pradawną magią flamandorów.
- Widzę, że Twa edukacja nie poszła na marne, i mimo tak miernych wyników, lepiej wykorzystujesz swą wiedze, niż nie jeden wzorowy uczeń.
- Nie pochlebiaj mi Massimo, jeszcze wielu rzeczy muszę się nauczyć, zaczynając od życia kończąc na śmierci. Ale o tym kiedy indziej, teraz płyń z wiatrem, niech Twe skrzydła poniosą Cię prosto do Fryderyka, na Wyspę Zapomnienia, będę tam na was czekał.
Pustelnik, poprawił płaszcz i wyszedł z posiadłości Sharon Aleksandryjskiej. Odwrócił się jeszcze, by spojrzeć na odlatujących przyjaciół.
Uśmiechnął się do siebie i pomknął w stronę środku lasu. Biegł mijając niejedno drzewo i nie jeden krzew, pokaleczył się nieznacznie kiedy był w drodze, mijał niespotykanej urody nimfy, które pilnując rwących potoków szyły wiecznie płynące suknie, obrusy i serwetki; driady pełne wdzięku, rozmawiające między sobą i rozpamiętujące stare lipy i sosny, tańczące w blasku porannego słońca, fałny, biegające na dwu kozich nóżkach, podśpiewujących proste melodie i hobbitów, którzy na polanach doglądali swych roślin. Napotkał też wioskę synów muzyki, ale słońce górowało więc nie wychodzili po za swe domy. Kiedy z braku sił przystanął na chwilę, usłyszał syczący dźwięk w uszach:
- Samotny, jak zwykle, zapomniany. – otumaniał głos
Pat^^, zmęczony, nie był w stanie słuchać się niewiadomej istoty. Złapał się za głowę i upadł na klęczki. Nie wiedział co robi, rzucał czary podświadomie próbując bronić się przed nieznajomym. Driady widząc co się dzieje, wezwały strażników, gdyż ostatni czar Pustelnika zniszczył jedno z drzew. Szum wzburzonych opiekunek, wzniósł się niczym alarm, by w parę chwil później, jeden z centaurów przybył im na ratunek. Chciał bić bezczelnego sprawcę zdarzenia, lecz kiedy zobaczył co dzieje się z potencjalnym złoczyńcom, zrozumiał, że owy jest bardziej poszkodowanym niżeli winnym. Przyklęknął, kiedy jego twarz była na wprost twarzy Pat^^’a, tchnął nań swymi wielkimi nozdrzami, a ten nieprzytomnym wzrokiem patrzył się na wybawiciela.
- Bezimienny. Dlaczego tu jesteś ? Co Ci się stało ?
- Cyrrus ?! – uradował się. – Chciałem się z Tobą widzieć, muszę jak najszybciej znaleźć się na Wyspie Zapomnienia. Co się stało, nie mam pojęcia. Jakiś głos chciał mnie złamać. Nie wiem dlaczego. Pomożesz mi dostać się do Fryderyka ?
- Naturalnie. – odpowiedział centaur podniósł się, stanął na wyprostowanych kopytach i pomógł wstać upadłemu Pustelnikowi. Ten wdrapał się niezdarnie na grzbiet stworzenia,
- Prowadź – szepnął mu do ucha i zamknął oczy, był tak znużony walką we własnej głowie, że wolał oddać się w ręce snu. Mocno objął Cyrrusa w pasie i usnął, a sen jego był niespokojny.
niedziela, 13 grudnia 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)