- Proszę wymień mi trzeci najważniejszy dokument Królestwa.
- Prawo Magii wypisane przez Moc w Dzień Wielkiej Wody.
- Artykuł 196?
- Przecie już go wymieniłeś. – powiedział Pat po czym nad jego prawym ramieniem pojawił się mały latający elf oznajmiając ważnym biurokratycznym tonem:
- Artykuł sto dziewięćdziesiąty szósty Prawa Magii wypisanego przez Moc w Dzień Wielkiej Wody. Na każdym stworzeniu magicznym ciąży obowiązek uzdrawiania wszystkich, którzy należytej pomocy potrzebują. Chorych, cierpiących i umierających. Zabrania się pod groźbą ciężkich magicznych konsekwencji zapisanych w innych dokumentach, rzucania na wyżej wymienione osoby jakichkolwiek innych czarów niż ratujące i uśmierzające ból.
Elfik zniknął tak szybko jak się pojawił. Bezimienny był w lekkim szoku.
- Widzisz.
- Pat ja jestem naprawdę wyrozumiały. Ja rozumiem wiele rzeczy. Rozumiem, że możesz mieć uprzedzenie do nieznajomych, ale mimo wszystko nie masz prawa, brać wszystkich za Twoich wrogów rodem z Szeolu, których głównym założeniem jest Twoje unicestwienie.
- Jas, ja nie chciałem – tłumaczył się pokornie
- Wiem, że nie, ale musisz uważać. Powoli zaczynasz nie odróżniać przyjaciół od wrogów. Nie wszyscy są źli Pat. Wielkim po prostu poprzewracało się w głowie. Starość nie radość, a i Szeol przez te tysiące lat nie próżnował i wymyślił alternatywę dla Magii. Przecie Ty o tym wszystkim wiesz. I na Cztery Gwiazdy Miłości powiedz mi, gdzie się podział wielki Bezimienny?
- Bezimienny nie istnieje! – krzyknęło rozżalone Uczucie – czy wyście wszyscy powariowali. Czy naprawdę nikt nie pamięta ostatniej Wielkiej Bitwy kiedy w jego serce godziły: włócznia Egoizmu, strzała Brudu i miecz Obłudy? ABSOLUTNIE NIKT NIE PRZEŻYŁBY TAKIEGO ATAKU. – krzyknął przez łzy.
- Ty go przeżyłeś. Z pomocą Miłości, Nadziei, Wiary, Albusa, Michaela i innych Tobie przyjaznych. Ty byłeś panem wielu wolnych istot. Darzyłeś wolnością i przyjaźnią. Pat nie zapominaj, że jesteś Bezimiennym. Jesteś i zawsze będziesz i Bezimiennym i Patem i Tęczowym Chłopcem. Pokochaj samego siebie. Pokochaj w sobie swą słabość. Byłeś na łonie Śmierci, czy naprawdę nic to doświadczenie Cię nie nauczyło?
Pat wstał i wyszedł z chatki. Las pokrywał się rumieńcem amarantowego słońca. Puma leżała przed schodami prowadzącymi do domku. Mag powoli zszedł i usiadł koło osłabionego kota.
- Panie – urwało się ciche łaknienie
Bezimienny spojrzał pod ledwo uchylone powieki, spojrzał w głąb serca tej cierpiącej istoty. Oglądał w nim smutek, żal i tęsknotę. Wytężył swój umysł i starał się spojrzeć głębiej. Położył delikatnie dłoń na łapie kota. A na swoim ramieniu poczuł bladą dłoń niegdysiejszego anioła, który łączył się z nim telepatycznie:
- Pamiętaj kim jesteś. tylko przez pryzmat całego siebie odkryjesz prawdę.
Ręka jakby rozpłynęła się i Pat został sam z osobą, która twierdziła, że jest jego poddanym. Uczucie siedziało i badało zniszczone serce poranionej istoty. Gładziło ją po łapie i podświadomie oddawało swoją ognistą moc uzdrawiając z ran. Pat zobaczył piękne serce pełne Bólu i Nicości.
Wziął głęboki oddech, powietrze było nieco chłodniejsze. Nie przejął się, tylko raz jeszcze skupił swą współodczuwającą moc, by odkryć i ukoić cierpienie przybyłej. Zobaczył cudowne doliny Dobra poprzerywane wstęgami piekielnej Obrzydliwości. Mijał w jej sercu kolejne pokłady Miłości i Ciepła, by znów natknąć się na odpadek jakiegoś głodu przyjaźni. Mimo swego piękna serce było tak przeżarte Szeolem, że pustelnik i nie mógł znieść jego widoku. Uronił granatową jak tęczówka Jassina łzę, która mroźnym szlakiem opłynęła jego drobny policzek. Kropla szczerego zrozumienia i współczucia padła na nos Pumy. Pat zmęczony uchylił powieki, świat oblał się skromnym fioletem brzasku. Kot otworzył oczy i spojrzał na swego władcę swymi pięknymi atramentowo srebrnymi oczyma. Pat odnalazł w nich swe odbicie. Obicie Bezimiennego.
- Panie.
- Blanka.
- Poznałeś mnie Bezimienny. Widać moja ucieczka z Szeolu nie poszła na marne.
- Blanka jak się tu dostałaś, dlaczego byłaś w niewoli Szeolu?
- Opowiem Ci wszystko tylko obiecaj mi jedno.
- Wszystko czego zapragniesz najdroższa.
- Pozwól mi znów żyć pod Twymi skrzydłami, jak niegdyś żyłam w pałacach Tęczowego Chłopca.
- Obiecuję – rzekł pustelnik, po czym objął dawną przyjaciółkę ramieniem. Następnie wrócił do chatki, w której wyczarował nowy fotel dla Blanki. Usiedli naprzeciw siebie i zaczęli rozprawiać o czasach świetności i niewoli. Nie skończyli jednak gdyż, zmęczeni całonocnym penetrowaniem swych serc usnęli w dziewiczej aurze reaktywowanej przyjaźni. A nad snem ich czuwał sam strażnik Betty.
niedziela, 19 grudnia 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)