Dzień zapowiadał się obiecująco, w pustelni promienie rozespanego jeszcze słońca okalały delikatnie chatkę. Teoretycznie zapowiadał się kolejny ciepły, przytulny, piękny dzionek. Nie wszyscy jednak podzielali euforię nowego dnia. Pat doskonale wiedział co czaiło się za tym pięknym wschodem, ostatnie spotkanie z Albusem, na bardzo długo. Nie chciał zastanawiać się co będzie później, był zbyt uradowany, nie miał czym się cieszyć, a mimo to radość wypełniała jego serca. Jedyną rzeczą, która mogła go jakoś pocieszać był fakt, że Gabryel będzie teraz szczęśliwszy. Gdyby tylko nie wyjeżdżał tak daleko, podróż balonem była rzadkością. Bezimienny jednak, nie chciał jeszcze o tym myśleć, słał łóżko, zrobił sobie herbaty i zabrał się za pisanie nowego zaczarowanego sonetu, uwielbiał tworzyć ten typ zaklęć, choć sam nieczęsto ich używał.
Snuł się po domu całe przedpołudnie, pisał, krzątał się, silił się przed samym sobą na spokój. W pewnym momencie wstał od stołu zbyt rozkojarzony by cokolwiek wymyślić, wyszedł na podwórze i wziął swoją laskę podróżną. Wrócił się jeszcze po szkicownik, jedyny prezent jaki mógł dać Albusowi. Dziennik z autorskimi zaklęciami, rysunkami, pięknie wykaligrafowany. Wsadził weń również list sprzed wielu dni, nie wiedział co w nim było, wiedział tylko, że adresowany był do wybywającego. Wziął tobołek – brązową torbę, przewiesił przez ramię, poprawił zielony płaszcz. I poszedł dróżką w stronę Dzwoneczkowego Lasu. Nitka poprowadziła go aż do granicy drzewnego skupiska, tam szepnął:
- Zabierz mnie stąd opiekunko.
Naraz zebrał się wiatr, liście zaczęły tańczyć wokół chłopaka, a on sam trwał tak niewzruszony. Niknął w południowym słońcu. A wiatr niósł go do miejsca tak bardzo przezeń niechcianego, o miejsca rozstania.
piątek, 19 lutego 2010
czwartek, 4 lutego 2010
6. cz.VII
- Jazz – jęknął
Posłaniec niechętnie potwierdził głową, Iris zrobiła zszokowaną minę. Pat wziął kopertę i wyjął z niej list. Zaczął:
„ Czy pamiętasz wspólne chwile
Tak spędzonych mile.
Tyleśmy razem przeżyli
Świat wzrokiem mierzyli
Czy pamiętasz uśmiech mój
Ja przez mgłę znam Twój.
Jam Ci już przebaczył bracie.
Teraz Twoja kolej.
Jazz.”
Wszyscy zamilkli, głuchość oddechów, była jak bezdenna studnia dźwięków. Gospodyni chcąc ostudzić nieco tę mało sympatyczną atmosferę, klasnęła w dłonie. A kominek zajął się wesołym rudym płomieniem. Słońce już zaszło, więc ogień rzucił na izbę nieco blasku.
- Co zamierzasz z tym zrobić? – zapytała
- Nic. – warknął niegrzecznie.
- Może doceniłbyś fakt, że wyciągnął do Ciebie rękę?
Pat wpadł w dziką furię:
- Czyś ty do reszty postradała rozum – krzyczał – Po tym wszystkim co mi zrobił ja mam tak po prostu mu przebaczyć? Uważasz, że on miał mi cokolwiek do wybaczania?
- Tak. – odparła
- Wyśmienicie – awanturował się – Ja tak nie uważam. Myślę, że po raz kolejny rzucił zaklęcie. Ja go nie znam Iris. Już go nie znam. Nie wiem kim on jest.
- Może warto byłoby mu zaufać?
- Jemu? – zaśmiał się diabolicznie, krztusił się własnymi słowami. – To istota niespełna rozumu.
- Tak jak Ty teraz.
Pustelnik miał tego dość rzucił przyjaciółce nienawistne spojrzenie. I zapytał już trochę spokojniej:
- Czemu Ty zawsze musisz go bronić?
- Bo jest moim przyjacielem.
- Iris on już nie jest sobą. Ten czar zabija wszystkie emocje i uczucia.
- Nie zachowuj się jak mały rozkapryszony chłopiec.
Tego nie wytrzymał. Wrzucił list do ognia i teleportował się z głośnym trzaskiem. Siedział w domu i płakał. Oni nie rozumieją. Czar jest za silny, on niszy istotę od środka. Jazz był zbyt potężnym Czarodziejem. Jego moc sprawiała, że ten czar nie działał tak jak powinien. Skutek był stokroć jeśli nie tysiąckroć silniejszy od pożądanego. Ale nikt mu nie wierzył. Chyba że. Była jedna osoba, która mu wierzyła, a której on oddać mógłby całe swe serce. Osoba, która wprowadziła go w życie, osoba, która była jego opiekunem, która wskazała mu co jest dobre. Która nauczyła go wiary w siebie. Która była najbliższa jego sercu, za którą mógłby cierpieć najcięższe męki w Szeolu. Osoba, z którą złączony był tą najprawdziwszą, szczerą, braterską miłością. Najdroższy sercu przyjaciel. Byli oczywiście jeszcze inni, ale tych Pustelnik się bał. Wiedział, że ten go nie wyśmieje i wesprze.
Wziął najpiękniejszą, zaczarowaną, kremową papeterię i wyjął pióro z najdelikatniejszą i najcieńszą stalówką, otworzył szkarłatny atrament, który dostał bardzo dawno temu od mar, był zrobiony z pragnień. Zaczął pisać. Łzy cisnęły mu się do oczu. Gniew wypełniał mu serce. Lecz mimo to najpiękniej jak potrafił kreślił kolejne litery: en, a, jot, de, er, o, żet, es, zet, igrek. Podciągnął nosem spojrzał na swoje rzeźbione pudełko z diamentami. Łzy. A każda z nich innego była koloru. Dalej leciutko płynął po papierze: A, el, be, u, es, i, e. Porwał go szał, szał wzruszenia, szał rozpaczy i niezrozumienia, szał pisania.
Posłaniec niechętnie potwierdził głową, Iris zrobiła zszokowaną minę. Pat wziął kopertę i wyjął z niej list. Zaczął:
„ Czy pamiętasz wspólne chwile
Tak spędzonych mile.
Tyleśmy razem przeżyli
Świat wzrokiem mierzyli
Czy pamiętasz uśmiech mój
Ja przez mgłę znam Twój.
Jam Ci już przebaczył bracie.
Teraz Twoja kolej.
Jazz.”
Wszyscy zamilkli, głuchość oddechów, była jak bezdenna studnia dźwięków. Gospodyni chcąc ostudzić nieco tę mało sympatyczną atmosferę, klasnęła w dłonie. A kominek zajął się wesołym rudym płomieniem. Słońce już zaszło, więc ogień rzucił na izbę nieco blasku.
- Co zamierzasz z tym zrobić? – zapytała
- Nic. – warknął niegrzecznie.
- Może doceniłbyś fakt, że wyciągnął do Ciebie rękę?
Pat wpadł w dziką furię:
- Czyś ty do reszty postradała rozum – krzyczał – Po tym wszystkim co mi zrobił ja mam tak po prostu mu przebaczyć? Uważasz, że on miał mi cokolwiek do wybaczania?
- Tak. – odparła
- Wyśmienicie – awanturował się – Ja tak nie uważam. Myślę, że po raz kolejny rzucił zaklęcie. Ja go nie znam Iris. Już go nie znam. Nie wiem kim on jest.
- Może warto byłoby mu zaufać?
- Jemu? – zaśmiał się diabolicznie, krztusił się własnymi słowami. – To istota niespełna rozumu.
- Tak jak Ty teraz.
Pustelnik miał tego dość rzucił przyjaciółce nienawistne spojrzenie. I zapytał już trochę spokojniej:
- Czemu Ty zawsze musisz go bronić?
- Bo jest moim przyjacielem.
- Iris on już nie jest sobą. Ten czar zabija wszystkie emocje i uczucia.
- Nie zachowuj się jak mały rozkapryszony chłopiec.
Tego nie wytrzymał. Wrzucił list do ognia i teleportował się z głośnym trzaskiem. Siedział w domu i płakał. Oni nie rozumieją. Czar jest za silny, on niszy istotę od środka. Jazz był zbyt potężnym Czarodziejem. Jego moc sprawiała, że ten czar nie działał tak jak powinien. Skutek był stokroć jeśli nie tysiąckroć silniejszy od pożądanego. Ale nikt mu nie wierzył. Chyba że. Była jedna osoba, która mu wierzyła, a której on oddać mógłby całe swe serce. Osoba, która wprowadziła go w życie, osoba, która była jego opiekunem, która wskazała mu co jest dobre. Która nauczyła go wiary w siebie. Która była najbliższa jego sercu, za którą mógłby cierpieć najcięższe męki w Szeolu. Osoba, z którą złączony był tą najprawdziwszą, szczerą, braterską miłością. Najdroższy sercu przyjaciel. Byli oczywiście jeszcze inni, ale tych Pustelnik się bał. Wiedział, że ten go nie wyśmieje i wesprze.
Wziął najpiękniejszą, zaczarowaną, kremową papeterię i wyjął pióro z najdelikatniejszą i najcieńszą stalówką, otworzył szkarłatny atrament, który dostał bardzo dawno temu od mar, był zrobiony z pragnień. Zaczął pisać. Łzy cisnęły mu się do oczu. Gniew wypełniał mu serce. Lecz mimo to najpiękniej jak potrafił kreślił kolejne litery: en, a, jot, de, er, o, żet, es, zet, igrek. Podciągnął nosem spojrzał na swoje rzeźbione pudełko z diamentami. Łzy. A każda z nich innego była koloru. Dalej leciutko płynął po papierze: A, el, be, u, es, i, e. Porwał go szał, szał wzruszenia, szał rozpaczy i niezrozumienia, szał pisania.
środa, 3 lutego 2010
6. cz.VI
To co zobaczył Pat trochę go onieśmieliło. Jego przyjaciółka była półnaga, a jej gładkie delikatnie piersi podnosiły się i opadały w rytmie jej oddechu. Jej skrzydła mieniły się brokatem w blasku powoli opadającego za horyzont słońca.
- Mógłbyś się odwrócić – wypaliła i potraktowała go zaklęciem.
- Za to Ty, mogłabyś trochę uważać, przecież nic Ci nie zrobiłem. – tłumaczył się chłopak.
- Przepraszam, ale fakt Eryka pod moim domostwem nie napełnia mnie zbytnio pokojem.
Mag poprawił swój zielony płaszcz. Odwrócił się, by nie denerwować Iris i podszedł do mary.
- Xeniju musimy być tam szybko, za raz wonie zaczną swą amarantową pieśń. Eryk nie może jej usłyszeć, znasz go. Posłańcy nie mogą usłyszeć śpiewu woni, są na niego zbyt podatni. Tak jak ludzie na śpiew syren z Tęczowej Zatoki.
- Wiem Bezimienny, wiem. Przede wszystkim uspokój się – prosiła mara – ja znam sposób, w jaki możecie się tam znaleźć. Bardzo prosty sposób. Twoje determinacja jest nawet bardzo korzystna.
Pat popatrzył na nią z niepisanym zdziwieniem.
- Jest tu coś szybszego od teleportacji ? No nie liczę świetlików, ani innych stworzeń, które przemieszczają się szybciej aniżeli teleportują.
- Jak widać nie jesteś taki wszechwiedzący jak opowiadają. – zaśmiała się z niego Xenija.
Pustelnik zrobił pokorną minę. I zastanawiał się kto rozpowiada po Królestwie takie bzdury.
- Mag uczy się cały czas, każda istota uczy się cały czas. – Wymijająco stwierdził.
- Tu masz absolutną rację. – uśmiechnęła się i wzięła go pod rękę.
Dołączyła do nich już ubrana Iris. Mimo pochmurnej, spowodowaną niefortunną sytuacją miny, widać było, że jeszcze jest w szoku po podróży w głąb serca. Mimowolnie obróciła się jeszcze stronę wioski, tęsknie wyglądając drzewa, nie sprawiło jej radości tak szybkie odejście z wioski. „Kontemplowanie pragnień było imponującym doświadczeniem” tak będzie później mówiła, teraz jednak spieszyła za Xeniją, która zaczynała tłumaczyć Patowi jak można się przemieszczać z Serca:
- Pomyśl mój drogi, co wystarczy do przeniesienia się stąd ?
- Znów zagadki – zniechęcił się Pustelnik. – Hmm… może wystarczy marzyć – powiedział ledwo słyszalnie.
- Tak, brawo. – pochwaliła go władczyni. – Może jednak jest coś w tym co mówią.
- Je tam. – zaprzeczył Mag. – Jestem zwykłą istotą.
Stanęli przed Ichtachiową Bramą. Mija stała ze wniesionymi rękoma i czarowała. Za bramą widać było tunel, lecz nie był to tunel drzew z którego tu przyszli. Był to tunel świateł i kształtów. Po środku zaczarowanego portalu była czarna przestrzeń, a poza nią gamy kolorów i świateł.
- Skupcie się – poleciła Mija. – To bardzo niebezpieczne. Myślę jednak, że tak znamienitym istotą powinno się to udać.
- Nie pochlebiaj nam proszę – mruknął Pat.
Xenija ustawiła gości vis a vis zaczarowanego przejścia.
- Teraz zacznijcie marzyć – poleciła im szepcąc na ucho.
Pustelnik zamknął oczy i wyobraził sobie Eryka, który przynosi mu wieści od Albusa. Siedzieli w trójkę, z Iris, przy jej starym zniszczonym stole i rozprawiali o życiu. Byli spokojni i uśmiechnięci. Nagle jego uszy zaczął penetrować dźwięk, muzyka słodka i kojąca. Muzyka Marzeń. Płynął w niej. Czuł ją każdym członkiem swego zmęczonego ciała. Chełpił się nią i nią żył. Był tą muzyką, był własnym marzeniem. Był wszystkim i był niczym. Płynął. Otworzył oczy, był w tunelu. Mijały go różnokolorowe światła, a raczej one mijały jego. Przechodziły przezeń. Kochał był spokojny. Chciał tak trwać do końca świata. Ten trans przerwał głos:
- Ponieś ich bramo do domu. Niech ich marzenia będą twoje, czerp z nich siłe. Żegnajcie przyjaciele.
Wszystko ucichło, Pat otworzył oczy. Różowy nieboskłon dawał tło purpurowemu słońcu. Dziewczynki z płatkami kwiatów na głowie zaczynały biegać po pagórkach wokół domu Pani Szczerości – Wonie. Pustelnik był lekko zdezorientowany, z ogłupienia wyrwało się dobijanie do drzwi:
- Iris otwórz mi, błagam.
Mag szybko przypomniał sobie gdzie i dlaczego jest. Szybkim krokiem podszedł do drzwi. Nie znał zaklęcia, które mogłoby je odryglować.
- Wybacz przyjaciółko – powiedział do siebie. I z impetem rozwalił drzwi, prostym zaklęciem. Ku jego przerażeniu Iris stała przed nim.
- PAT! – wrzasnęła. – Jakim cudem znalazłeś się w moim domu ?
- No byliśmy przed tą bramą w Sercu i jestem.
- Że też ja nie miałam takiego szczęścia. Ja Cię kiedyś uduszę. – pokwitowała – Jakim zaklęciem to zrobiłeś?
- Amarantowym – odpowiedział.
- No to sam będziesz musiał mi je naprawić, nie znam skutecznych przeciw zaklęć.
- Iris błagam – wyszedł zza jej ramienia pobladły z przerażenie posłaniec.
- No już, jeśli Pat nie naprawi drzwi to Itak mój dom nic ci nie da. – powiedziała, ale za raz pożałowała. Eryk wbiegł do jej domu, stanął na stole i zaczął wzywać:
- Na piekie…- nie dokończył. Pustelnik zwalił go ze stołu.
- Przytrzymaj go Iris – poprosił.
Kobieta wykonała polecenie. Mag stanął dumnie przed dziurą w ścianie.
- Wróć w zawiasy proszę.
Zaszumiało, zagrzmiało, zawirowało i wszystko wróciło na miejsce. Pustelnik odwrócił się i mruknął:
- Gotowe.
Iris puściła skrępowanego Eryka. Był blady, zdesperowany.
- Co Ty do Sze… do Niejaw robisz ? – spytał posępnie Pat
- Z Szeolu wypuszczono łowców. Znaczy takie krążą plotki. A ja mam coś dla ciebie, co muszę Ci dostarczyć natychmiast i osobiście – mówiąc wyjął przeźroczystą kopertę.
Pustelnik o mało nie zemdlał. Znał doskonale, przeźroczyste koperty. Zbyt doskonale.
- Mógłbyś się odwrócić – wypaliła i potraktowała go zaklęciem.
- Za to Ty, mogłabyś trochę uważać, przecież nic Ci nie zrobiłem. – tłumaczył się chłopak.
- Przepraszam, ale fakt Eryka pod moim domostwem nie napełnia mnie zbytnio pokojem.
Mag poprawił swój zielony płaszcz. Odwrócił się, by nie denerwować Iris i podszedł do mary.
- Xeniju musimy być tam szybko, za raz wonie zaczną swą amarantową pieśń. Eryk nie może jej usłyszeć, znasz go. Posłańcy nie mogą usłyszeć śpiewu woni, są na niego zbyt podatni. Tak jak ludzie na śpiew syren z Tęczowej Zatoki.
- Wiem Bezimienny, wiem. Przede wszystkim uspokój się – prosiła mara – ja znam sposób, w jaki możecie się tam znaleźć. Bardzo prosty sposób. Twoje determinacja jest nawet bardzo korzystna.
Pat popatrzył na nią z niepisanym zdziwieniem.
- Jest tu coś szybszego od teleportacji ? No nie liczę świetlików, ani innych stworzeń, które przemieszczają się szybciej aniżeli teleportują.
- Jak widać nie jesteś taki wszechwiedzący jak opowiadają. – zaśmiała się z niego Xenija.
Pustelnik zrobił pokorną minę. I zastanawiał się kto rozpowiada po Królestwie takie bzdury.
- Mag uczy się cały czas, każda istota uczy się cały czas. – Wymijająco stwierdził.
- Tu masz absolutną rację. – uśmiechnęła się i wzięła go pod rękę.
Dołączyła do nich już ubrana Iris. Mimo pochmurnej, spowodowaną niefortunną sytuacją miny, widać było, że jeszcze jest w szoku po podróży w głąb serca. Mimowolnie obróciła się jeszcze stronę wioski, tęsknie wyglądając drzewa, nie sprawiło jej radości tak szybkie odejście z wioski. „Kontemplowanie pragnień było imponującym doświadczeniem” tak będzie później mówiła, teraz jednak spieszyła za Xeniją, która zaczynała tłumaczyć Patowi jak można się przemieszczać z Serca:
- Pomyśl mój drogi, co wystarczy do przeniesienia się stąd ?
- Znów zagadki – zniechęcił się Pustelnik. – Hmm… może wystarczy marzyć – powiedział ledwo słyszalnie.
- Tak, brawo. – pochwaliła go władczyni. – Może jednak jest coś w tym co mówią.
- Je tam. – zaprzeczył Mag. – Jestem zwykłą istotą.
Stanęli przed Ichtachiową Bramą. Mija stała ze wniesionymi rękoma i czarowała. Za bramą widać było tunel, lecz nie był to tunel drzew z którego tu przyszli. Był to tunel świateł i kształtów. Po środku zaczarowanego portalu była czarna przestrzeń, a poza nią gamy kolorów i świateł.
- Skupcie się – poleciła Mija. – To bardzo niebezpieczne. Myślę jednak, że tak znamienitym istotą powinno się to udać.
- Nie pochlebiaj nam proszę – mruknął Pat.
Xenija ustawiła gości vis a vis zaczarowanego przejścia.
- Teraz zacznijcie marzyć – poleciła im szepcąc na ucho.
Pustelnik zamknął oczy i wyobraził sobie Eryka, który przynosi mu wieści od Albusa. Siedzieli w trójkę, z Iris, przy jej starym zniszczonym stole i rozprawiali o życiu. Byli spokojni i uśmiechnięci. Nagle jego uszy zaczął penetrować dźwięk, muzyka słodka i kojąca. Muzyka Marzeń. Płynął w niej. Czuł ją każdym członkiem swego zmęczonego ciała. Chełpił się nią i nią żył. Był tą muzyką, był własnym marzeniem. Był wszystkim i był niczym. Płynął. Otworzył oczy, był w tunelu. Mijały go różnokolorowe światła, a raczej one mijały jego. Przechodziły przezeń. Kochał był spokojny. Chciał tak trwać do końca świata. Ten trans przerwał głos:
- Ponieś ich bramo do domu. Niech ich marzenia będą twoje, czerp z nich siłe. Żegnajcie przyjaciele.
Wszystko ucichło, Pat otworzył oczy. Różowy nieboskłon dawał tło purpurowemu słońcu. Dziewczynki z płatkami kwiatów na głowie zaczynały biegać po pagórkach wokół domu Pani Szczerości – Wonie. Pustelnik był lekko zdezorientowany, z ogłupienia wyrwało się dobijanie do drzwi:
- Iris otwórz mi, błagam.
Mag szybko przypomniał sobie gdzie i dlaczego jest. Szybkim krokiem podszedł do drzwi. Nie znał zaklęcia, które mogłoby je odryglować.
- Wybacz przyjaciółko – powiedział do siebie. I z impetem rozwalił drzwi, prostym zaklęciem. Ku jego przerażeniu Iris stała przed nim.
- PAT! – wrzasnęła. – Jakim cudem znalazłeś się w moim domu ?
- No byliśmy przed tą bramą w Sercu i jestem.
- Że też ja nie miałam takiego szczęścia. Ja Cię kiedyś uduszę. – pokwitowała – Jakim zaklęciem to zrobiłeś?
- Amarantowym – odpowiedział.
- No to sam będziesz musiał mi je naprawić, nie znam skutecznych przeciw zaklęć.
- Iris błagam – wyszedł zza jej ramienia pobladły z przerażenie posłaniec.
- No już, jeśli Pat nie naprawi drzwi to Itak mój dom nic ci nie da. – powiedziała, ale za raz pożałowała. Eryk wbiegł do jej domu, stanął na stole i zaczął wzywać:
- Na piekie…- nie dokończył. Pustelnik zwalił go ze stołu.
- Przytrzymaj go Iris – poprosił.
Kobieta wykonała polecenie. Mag stanął dumnie przed dziurą w ścianie.
- Wróć w zawiasy proszę.
Zaszumiało, zagrzmiało, zawirowało i wszystko wróciło na miejsce. Pustelnik odwrócił się i mruknął:
- Gotowe.
Iris puściła skrępowanego Eryka. Był blady, zdesperowany.
- Co Ty do Sze… do Niejaw robisz ? – spytał posępnie Pat
- Z Szeolu wypuszczono łowców. Znaczy takie krążą plotki. A ja mam coś dla ciebie, co muszę Ci dostarczyć natychmiast i osobiście – mówiąc wyjął przeźroczystą kopertę.
Pustelnik o mało nie zemdlał. Znał doskonale, przeźroczyste koperty. Zbyt doskonale.
poniedziałek, 1 lutego 2010
6. cz.V
Domek wyglądał dokładnie tak jak opisała go Xenija, stary, zrujnowany wręcz, trzymał się jeszcze tylko na pomocą magii. Wyglądał komicznie wśród dumnych zaczarowanych drzew. Pustelnik podszedł bliżej i spojrzał w okno. Zniszczony fotel, kominek i stół. Widać było, że Strażnik nie miał zbyt wielu potrzeb. Pat^^ nie znalazł gospodarza w domu. Przeszedł alejką ku wzgórzu, na którym znajdowała się wieżyczka obserwacyjna. Spokojnym krokiem mijał kolejne Mary. W końcu znalazł się przy wejściu do niewysokiego budynku.
- Zaginiony skarbie z nieba, poskąp mnie kawałka chleba.
- Zaraz Ci tak poskąpię, że zobaczysz. – Krzyknął z góry ktoś znajomy. Pustelnik zwrócił oczy na miejsce z którego dobiegał głos i zobaczył burzę czarnych jak Amirater włosów.
- Zawsze lubiłeś moje rymowanki, Jassin – powiedział udając powagę Pat^^.
- Może wejdziesz.
Chłopak wszedł do środka i poszedł w górę krętymi schodami, otworzył klapę w suficie i znalazł się w okrągłym pomieszczeniu z dwoma niskimi krzesłami. Na jednym z nich siedział Jassin przyglądając się bacznie nowoprzybyłemu.
- Bezimienny.
- Jassin.
- Zamierzasz tak stać w klapie w podłodze ?
- Dla mnie to klapa w suficie.
- Oj nie wymądrzaj się już – ponaglił strażnik – wchodź !
Pat^^ wgramolił się niezdarnie do pomieszczenia i usiadł naprzeciw przyjaciela. Bacznie przyglądał się ścianom, których praktycznie nie było. Była tylko niewysoka balustrada i cztery kolumienki, które podtrzymywały dach. Wieża obserwacyjna, nazwa mówił sama za siebie. Z niej obserwowano co się dzieje na świecie. Posiadała to samo zaklęcie co witraż w Tęczowym Pałacu. Wydać zeń było cały świat.
- Nie trzeba było nas ratować – powiedział Pat^^ dalej rozglądając się po pomieszczeniu.
- Mhm, jasne – mruknął w odpowiedzi – Iris na pewno by sobie poradziła. Nie doceniłem jej.
- Co sugerujesz ? – zapytał lekko poirytowany Pat^^
- Na Archaniołów rozejrzyj się przypatrz się swoim poczynaniom tracisz moc. Tracisz kontrolę nad własną twórczą siłą.
- Poradzę sobie. – rzekł sucho Pustelnik.
- Nie wątpię, lecz od kąt Andree odeszła, będziesz miał problemy z tym i owym. Brak nadziei na lepsze jutro nie poprawi Twojej sytuacji. Albus wyjeżdża, tego się boisz. On będzie przy Tobie zawsze. Zrozum to wreszcie. Pragniesz jego szczęścia. Wiem to, bo tu mieszkam i Twe pragnienia nie są dla mnie tajemnicą. Ale boisz się, że jak wyjedzie, Ty sobie nie poradzisz. Nie zapominaj, masz przyjaciół. Tych prawdziwych. Michael zostaje on będzie potrzebował Twej pomocy, on też boi się jutra. Czeka Cię wiele łez i jeszcze więcej bólu. Lecz owoce Twej pracy się opłacą, posłuchaj starego wygi. Przeżyłem jako strażnik tego lasu wieki.
- Tyle, że Ty byłeś aniołem. Nie umywam się do Twych zdolności.
- Czy Ty nie rozumiesz ?
- Najwyraźniej nie. – żachnął się Pat^^.
- Nie zachowuj się jak dawniej, jak rozwydrzone małe dziecko. Miałeś być następcą samego Pierwszego Gabryela. Uwierz w siebie inni w Ciebie wierzą. Wyzwól się z własnego opętania, sam się ograniczasz. Fryderyk mi napomknął.
- Byłeś u niego z powodu Betty, prawda ? – zmienił temat Pustelnik.
- A owszem.
- Bajoo dalej włada jej sercem ?
- Ano, niestety. To tego wszystkiego dochodzi jeszcze Atyl. Która rów…
- Wiem – przerwał brutalnie samotnik.
- Emilia jest w Raju. Wypłynęła zaraz po rzuceniu na Ciebie imiennego zaklęcia. Czy Ty wiesz kim ona Cię uczyniła? – zapytał poważnie Strażnik.
- Eee…- nie przejął się Bezimienny. – Raczej mało mnie to interesuje.
Jassin wstał z niepisaną furią na twarzy:
- Ależ Ty jesteś bezczelny – wrzasnął – ja się do Ciebie nie umywam. Nie mogę Cię uświadomić, nie ja jestem Twym opiekunem. Tylko Gabryel może powiedzieć Ci kim naprawdę jesteś, kim uczyniła Cię Twa chrzestna. Nawet nie umiesz sobie wyobrazić kogo ona z Ciebie zrobiła. Zrozum to wreszcie jesteś kimś wyjątkowym.
Pat^^’a wbiło w krzesło. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewał.
- Ja ?
- Ty – warknął rozwścieczony do granic możliwości. – Zachowujesz się stokroć gorzej niż zakochane w urokach wróżki, czy w iluzjach anioły.
- Przepraszam – powiedział pełen żalu na siebie samego.
- Mnie jest Ciebie po prostu żal. – głos Jassina zaczął się łamać – Na Twe bardzki złożone zostało ogromne brzemię, w pojedynkę sobie nie poradzisz. Albus może nie zdążyć Ci powiedzieć kim jesteś. Być może sam będziesz musiał to w sobie odkryć.
- Boję się – szepnął – Komu mam zaufać ?
- Prawdziwy przyjaciel to taki, który jak pozbawisz go magii, użyczy Ci jeszcze swej mocy.
Bezimienny popatrzył się w tę niebieską toń jego głębokich jak dusza ludzka oczu. Wstał, nogi mu odmawiały posłuszeństwa. Był przerażony tym co usłyszał. Nie spuszczając z oczu wzroku strażnika, objął go mocno i szepnął do ucha:
- Chcę do Raju.
- Nie mój drogi, wiele jeszcze pokoleń minie zanim Ty osiądziesz w Raju.
Stali tak. Mag i lekko przeźroczysty strażnik.
- Dziękuję – wykrztusił przez łzy Pustelnik
- Nie mnie dziękuj lecz swym opiekunom. Albusowi czy Michaelowi. To ich zasługa, oni Cię pielęgnują i trzymają Cię przy, życiu, nie długo przyjdzie Ci się odwdzięczyć.
Z tej szczerej rozmowy wyrwał ich krzyk Xaniji. Szukała Bezimiennego. Jassin raz jeszcze spojrzał Pat^^’owi w oczy i rozpłyną się w powietrzu. Pustelnik wybiegł najszybciej jak się da ku władczyni Serca.
- Cóż się dzieje – wołał biegnąc.
- Eryk pragnie Cię widzieć. To ważne. Musicie jak najszybciej udać się do domu Iris, tam was poszukuje. Wiem, widziałam to na jego Pragnieniu. To ważne – powtórzyła.
Pobiegli razem ku wiosce.
- Zaginiony skarbie z nieba, poskąp mnie kawałka chleba.
- Zaraz Ci tak poskąpię, że zobaczysz. – Krzyknął z góry ktoś znajomy. Pustelnik zwrócił oczy na miejsce z którego dobiegał głos i zobaczył burzę czarnych jak Amirater włosów.
- Zawsze lubiłeś moje rymowanki, Jassin – powiedział udając powagę Pat^^.
- Może wejdziesz.
Chłopak wszedł do środka i poszedł w górę krętymi schodami, otworzył klapę w suficie i znalazł się w okrągłym pomieszczeniu z dwoma niskimi krzesłami. Na jednym z nich siedział Jassin przyglądając się bacznie nowoprzybyłemu.
- Bezimienny.
- Jassin.
- Zamierzasz tak stać w klapie w podłodze ?
- Dla mnie to klapa w suficie.
- Oj nie wymądrzaj się już – ponaglił strażnik – wchodź !
Pat^^ wgramolił się niezdarnie do pomieszczenia i usiadł naprzeciw przyjaciela. Bacznie przyglądał się ścianom, których praktycznie nie było. Była tylko niewysoka balustrada i cztery kolumienki, które podtrzymywały dach. Wieża obserwacyjna, nazwa mówił sama za siebie. Z niej obserwowano co się dzieje na świecie. Posiadała to samo zaklęcie co witraż w Tęczowym Pałacu. Wydać zeń było cały świat.
- Nie trzeba było nas ratować – powiedział Pat^^ dalej rozglądając się po pomieszczeniu.
- Mhm, jasne – mruknął w odpowiedzi – Iris na pewno by sobie poradziła. Nie doceniłem jej.
- Co sugerujesz ? – zapytał lekko poirytowany Pat^^
- Na Archaniołów rozejrzyj się przypatrz się swoim poczynaniom tracisz moc. Tracisz kontrolę nad własną twórczą siłą.
- Poradzę sobie. – rzekł sucho Pustelnik.
- Nie wątpię, lecz od kąt Andree odeszła, będziesz miał problemy z tym i owym. Brak nadziei na lepsze jutro nie poprawi Twojej sytuacji. Albus wyjeżdża, tego się boisz. On będzie przy Tobie zawsze. Zrozum to wreszcie. Pragniesz jego szczęścia. Wiem to, bo tu mieszkam i Twe pragnienia nie są dla mnie tajemnicą. Ale boisz się, że jak wyjedzie, Ty sobie nie poradzisz. Nie zapominaj, masz przyjaciół. Tych prawdziwych. Michael zostaje on będzie potrzebował Twej pomocy, on też boi się jutra. Czeka Cię wiele łez i jeszcze więcej bólu. Lecz owoce Twej pracy się opłacą, posłuchaj starego wygi. Przeżyłem jako strażnik tego lasu wieki.
- Tyle, że Ty byłeś aniołem. Nie umywam się do Twych zdolności.
- Czy Ty nie rozumiesz ?
- Najwyraźniej nie. – żachnął się Pat^^.
- Nie zachowuj się jak dawniej, jak rozwydrzone małe dziecko. Miałeś być następcą samego Pierwszego Gabryela. Uwierz w siebie inni w Ciebie wierzą. Wyzwól się z własnego opętania, sam się ograniczasz. Fryderyk mi napomknął.
- Byłeś u niego z powodu Betty, prawda ? – zmienił temat Pustelnik.
- A owszem.
- Bajoo dalej włada jej sercem ?
- Ano, niestety. To tego wszystkiego dochodzi jeszcze Atyl. Która rów…
- Wiem – przerwał brutalnie samotnik.
- Emilia jest w Raju. Wypłynęła zaraz po rzuceniu na Ciebie imiennego zaklęcia. Czy Ty wiesz kim ona Cię uczyniła? – zapytał poważnie Strażnik.
- Eee…- nie przejął się Bezimienny. – Raczej mało mnie to interesuje.
Jassin wstał z niepisaną furią na twarzy:
- Ależ Ty jesteś bezczelny – wrzasnął – ja się do Ciebie nie umywam. Nie mogę Cię uświadomić, nie ja jestem Twym opiekunem. Tylko Gabryel może powiedzieć Ci kim naprawdę jesteś, kim uczyniła Cię Twa chrzestna. Nawet nie umiesz sobie wyobrazić kogo ona z Ciebie zrobiła. Zrozum to wreszcie jesteś kimś wyjątkowym.
Pat^^’a wbiło w krzesło. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewał.
- Ja ?
- Ty – warknął rozwścieczony do granic możliwości. – Zachowujesz się stokroć gorzej niż zakochane w urokach wróżki, czy w iluzjach anioły.
- Przepraszam – powiedział pełen żalu na siebie samego.
- Mnie jest Ciebie po prostu żal. – głos Jassina zaczął się łamać – Na Twe bardzki złożone zostało ogromne brzemię, w pojedynkę sobie nie poradzisz. Albus może nie zdążyć Ci powiedzieć kim jesteś. Być może sam będziesz musiał to w sobie odkryć.
- Boję się – szepnął – Komu mam zaufać ?
- Prawdziwy przyjaciel to taki, który jak pozbawisz go magii, użyczy Ci jeszcze swej mocy.
Bezimienny popatrzył się w tę niebieską toń jego głębokich jak dusza ludzka oczu. Wstał, nogi mu odmawiały posłuszeństwa. Był przerażony tym co usłyszał. Nie spuszczając z oczu wzroku strażnika, objął go mocno i szepnął do ucha:
- Chcę do Raju.
- Nie mój drogi, wiele jeszcze pokoleń minie zanim Ty osiądziesz w Raju.
Stali tak. Mag i lekko przeźroczysty strażnik.
- Dziękuję – wykrztusił przez łzy Pustelnik
- Nie mnie dziękuj lecz swym opiekunom. Albusowi czy Michaelowi. To ich zasługa, oni Cię pielęgnują i trzymają Cię przy, życiu, nie długo przyjdzie Ci się odwdzięczyć.
Z tej szczerej rozmowy wyrwał ich krzyk Xaniji. Szukała Bezimiennego. Jassin raz jeszcze spojrzał Pat^^’owi w oczy i rozpłyną się w powietrzu. Pustelnik wybiegł najszybciej jak się da ku władczyni Serca.
- Cóż się dzieje – wołał biegnąc.
- Eryk pragnie Cię widzieć. To ważne. Musicie jak najszybciej udać się do domu Iris, tam was poszukuje. Wiem, widziałam to na jego Pragnieniu. To ważne – powtórzyła.
Pobiegli razem ku wiosce.
6. cz.IV
Miała racje przed nimi znajdowała się plejada drzew okolonych Pragnieniami, roślinami na wzór bluszczu. Tyle, że te tu były z najprawdziwszego czerwonego złota, które w świetle dojrzałego słońca mieniło się rdzą, szkarłatem i mahoniem. Jednak nie to przyciągało najwięcej uwagi. Najbardziej pociągające były kwiaty owej rośliny. Nieduże, kremowe płatki z masy perłowej, z imponującym środkiem, wyglądającym jak doskonała czarna głębia. I z owej głębi wypływały bańki mydlane, rozciągające wokół siebie tęczową poświatę. Wszędzie było ich pełno. Bardzo powoli, majestatycznie wręcz unosiły się ku niebu, ku wysokim czubkom drzew. Na samej górze, pękały pozostawiając po sobie kolorową mgiełkę. A wszystkiego doglądały bacznym okiem Mary. Chodziły zwiewnym krokiem pielęgnując zaczarowaną roślinność. Niektóre bańki były łapane i szczegółowo rozpracowywane, delikatnie ukuwane przez specjalne artefakty i przyglądały się rzeczą w nich zawartym. Ten las był czystą magią. Iris delikatnie stąpała między Marami. Jedna z nich Anja, pozwoliła jej przyjrzeć się małemu chudemu marzeniu.
- Czyje to? – zapytała zaintrygowana wróżka
- Twoje – uśmiechnęła się tamta.
Złapała kobietę za rękę i opuszkiem palca delikatnie uderzyła bańkę. Las zniknął a obydwie stały teraz w drewnianym domku.
- To mój dom - zdumiała się Iris.
- Ano, z nowym pięknym, rzeźbionym stołem.
- Ale ja go sobie wymyśliłam całkiem niedawno – zaczęła
- Nie musisz mi się tłumaczyć, każda myśl, która przebiegnie przez Twą głowę jest od razu rodzi się w Drommach. – mówiła Mara. Nagle wszystkie znajome kształty zniknęły i były powrotem w lesie.
- Czym są owe Drommy ? – zapytała
- To te czarne środki kwiatów, to one scalają chwilowe uniesienie z odrobiną magii i wypuszczają na świat marzenia. Za to pragnienia są dużo trwalsze. Jeden z najtwardszych i najbardziej wytrzymałych materiałów jakie umie stworzyć prawdziwy mag. Czerwone złoto. Jak ktoś idzie do Raju to jego Pragnienie usycha i kruszy się. Pyłem, który zeń zostaje jest obsypywane Drzewo Pragnień, to połączone ze sobą dwa pragnienia. Pragnienia najstarsze ze wszystkich, Pragnienia Magii i Mocy. Ich marzenia są najtrwalsze, a pragnienia najpiękniejsze. Tworzą razem siłę. Magia – siła wymyślna i Moc – siła twórcza. To co wymyśli Magia może zostać stworzone tylko przy pomocy Mocy. Są istoty twórcze, które wymyślają najróżniejsze zaklęcia, Ci pełni są magii. Są inni co najprostszym zaklęciem umieją zmienić bieg świata Ci zaś przepełnieni są Mocą. Lecz one dwie i Magia i Moc kontemplują i tworzą siebie wzajemnie. Trwają tak on początku istnienia naszego domu, Królestwa.
- Czy można zobaczyć to Drzewo ? – wyrwało się Iris.
- Poczekaj tu proszę, myślę, że uda mi się nakłonić do tego Xeniję.
Do zaaferowanej wróżki podszedł Pustelnik:
- Widzę, żeś zbratała sobie tutejsze istoty.
- Chyba tak – uśmiechnęła się przejęta kobieta.
- Kiedy Ty będziesz w wiosce, ja rozejrzę się i poszukam Jassina. Później Ci opowiem kto to jest. Jakbyś chciała wracać, a mnie by nie było wyślij po mnie Ixasisa. Krąży gdzieś w pobliżu.
- Oczywiście – uśmiechnęła się i zaraz umilkła widząc nowoprzybyłą Marę.
Xenija była wyższa niż inne mary i na jej skroniach widniał wieniec z samego Pragnienia, a kończył się na skroniach jego kwiatami. Miała ciemne kasztanowe włosy uwiązane w lekki warkocz. Wyglądała na bardzo młodą, ale to tylko pozory.
- Iris, przyjaciółko – powitała ją władczyni. – Zaszczytem będzie dla nas – tu wskazała na swe siostry – jeśli wstąpisz do naszej wioski.
Wróżka wykonała piękny zgrabny ukłon i podziękowała.
- Musisz wejść prawdziwa. – powiedziała Xenija.
- Co to znaczy ? – zapytała patrząc z lękiem na przyjaciela
- Nic strasznego, po prostu musisz wejść tam nago, ukazując tym samym swoje skrzydła, bo są nieodzowną częścią Ciebie.
- Rozumiem.
Anija złapała Iris pod rękę i poprowadziła ku wiosce. Księżniczka jeszcze została.
- Bezimienny, Twe pragnienie usycha, marzenia gasną. Na Andree co się z Tobą dzieje ?
- Andree już nie wspominaj zaszyła się po wojnie gdzieś w górach. A co do moich widzimisię to się nimi nie przejmuj, staram się realnie patrzeć na świat.
- Jak chcesz. – Odwróciła się na pięcie i poszła za poprzedniczkami. – Wiedzący tu byli, myślę, że winieneś to wiedzieć. Gabryel i Michael pielęgnowali Twe pragnienie nie zmarnuj tego – powiedziała idąc. – Jassina szukaj przy strażnicy, to ta jego stara, zniszczona chatka.
- Tak wiem, dziękuję. – Szepnął Pat^^, odwrócił się na pięcie i poszedł szukać Jassina, szedł szybko, by ukryć łzy. Łzy wzruszenia.
- Czyje to? – zapytała zaintrygowana wróżka
- Twoje – uśmiechnęła się tamta.
Złapała kobietę za rękę i opuszkiem palca delikatnie uderzyła bańkę. Las zniknął a obydwie stały teraz w drewnianym domku.
- To mój dom - zdumiała się Iris.
- Ano, z nowym pięknym, rzeźbionym stołem.
- Ale ja go sobie wymyśliłam całkiem niedawno – zaczęła
- Nie musisz mi się tłumaczyć, każda myśl, która przebiegnie przez Twą głowę jest od razu rodzi się w Drommach. – mówiła Mara. Nagle wszystkie znajome kształty zniknęły i były powrotem w lesie.
- Czym są owe Drommy ? – zapytała
- To te czarne środki kwiatów, to one scalają chwilowe uniesienie z odrobiną magii i wypuszczają na świat marzenia. Za to pragnienia są dużo trwalsze. Jeden z najtwardszych i najbardziej wytrzymałych materiałów jakie umie stworzyć prawdziwy mag. Czerwone złoto. Jak ktoś idzie do Raju to jego Pragnienie usycha i kruszy się. Pyłem, który zeń zostaje jest obsypywane Drzewo Pragnień, to połączone ze sobą dwa pragnienia. Pragnienia najstarsze ze wszystkich, Pragnienia Magii i Mocy. Ich marzenia są najtrwalsze, a pragnienia najpiękniejsze. Tworzą razem siłę. Magia – siła wymyślna i Moc – siła twórcza. To co wymyśli Magia może zostać stworzone tylko przy pomocy Mocy. Są istoty twórcze, które wymyślają najróżniejsze zaklęcia, Ci pełni są magii. Są inni co najprostszym zaklęciem umieją zmienić bieg świata Ci zaś przepełnieni są Mocą. Lecz one dwie i Magia i Moc kontemplują i tworzą siebie wzajemnie. Trwają tak on początku istnienia naszego domu, Królestwa.
- Czy można zobaczyć to Drzewo ? – wyrwało się Iris.
- Poczekaj tu proszę, myślę, że uda mi się nakłonić do tego Xeniję.
Do zaaferowanej wróżki podszedł Pustelnik:
- Widzę, żeś zbratała sobie tutejsze istoty.
- Chyba tak – uśmiechnęła się przejęta kobieta.
- Kiedy Ty będziesz w wiosce, ja rozejrzę się i poszukam Jassina. Później Ci opowiem kto to jest. Jakbyś chciała wracać, a mnie by nie było wyślij po mnie Ixasisa. Krąży gdzieś w pobliżu.
- Oczywiście – uśmiechnęła się i zaraz umilkła widząc nowoprzybyłą Marę.
Xenija była wyższa niż inne mary i na jej skroniach widniał wieniec z samego Pragnienia, a kończył się na skroniach jego kwiatami. Miała ciemne kasztanowe włosy uwiązane w lekki warkocz. Wyglądała na bardzo młodą, ale to tylko pozory.
- Iris, przyjaciółko – powitała ją władczyni. – Zaszczytem będzie dla nas – tu wskazała na swe siostry – jeśli wstąpisz do naszej wioski.
Wróżka wykonała piękny zgrabny ukłon i podziękowała.
- Musisz wejść prawdziwa. – powiedziała Xenija.
- Co to znaczy ? – zapytała patrząc z lękiem na przyjaciela
- Nic strasznego, po prostu musisz wejść tam nago, ukazując tym samym swoje skrzydła, bo są nieodzowną częścią Ciebie.
- Rozumiem.
Anija złapała Iris pod rękę i poprowadziła ku wiosce. Księżniczka jeszcze została.
- Bezimienny, Twe pragnienie usycha, marzenia gasną. Na Andree co się z Tobą dzieje ?
- Andree już nie wspominaj zaszyła się po wojnie gdzieś w górach. A co do moich widzimisię to się nimi nie przejmuj, staram się realnie patrzeć na świat.
- Jak chcesz. – Odwróciła się na pięcie i poszła za poprzedniczkami. – Wiedzący tu byli, myślę, że winieneś to wiedzieć. Gabryel i Michael pielęgnowali Twe pragnienie nie zmarnuj tego – powiedziała idąc. – Jassina szukaj przy strażnicy, to ta jego stara, zniszczona chatka.
- Tak wiem, dziękuję. – Szepnął Pat^^, odwrócił się na pięcie i poszedł szukać Jassina, szedł szybko, by ukryć łzy. Łzy wzruszenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)