Inauguracja nastąpić miała lada dzień i znów przez czas długi praca… Niechęć była tym większa, że Albus wybył i nikt nie będzie mógł pomagać Pustelnikowi w epistemografi. Uwielbiał Mistrzynię, była w stanie nauczyć go wszystkiego, jednakowoż, chciał wiedzieć więcej, chciał ją zaskakiwać. Krzątał się po domu, chciał podokańczać milion spraw, które zaczął, ale których nie dane było mu ukończyć w tym czasie. Teraz czekało go po trzykroć czy czterykroć więcej pracy i o stokroć mniej czasu. Jeszcze nie widać było słońca, kiedy do chatki zapukała jakaś ożywiona osoba:
- Pat otwieraj, wiem że tam jesteś. Pat! – dobijał się przybysz.
Pustelnik lekko zdekoncentrowany wygramolił się z łóżka, pstryknął palcami, by się jakoś ogarnąć i otworzył pospiesznie drzwi.
- Bella ?! Co Ty tu robisz ? – spytał skołowany.
- Przyszłam Cię odwiedzić przed inauguracją, co nie można ?
- Oczywiście, że można. – I wpuścił niską, śliczną blondynkę w próg swego domostwa. Ubrana w cekinową, krótka sukienkę, odsłaniającą uda. usiadła na krześle.
- Malinowej ? – spytał gospodarz
- Poproszę.
- Więc co Cię tu sprowadza moja droga ?
- Plotki i fakty – usłyszał odpowiedź, krzątał się przygotowując napój malinową herbatę miał wyjątkowo na wierzchu, wśród książek, na półce z historią królestwa.
- Jakież to informacje Cię sprowadzają ? – pytał mieszając wodę.
- Mistrzyni odeszła. – rzuciła bezpretensjonalnie, z jakimś dziwnym żalem.
- O to dobrze, czyż nie o to nam chodziło? – ucieszył się Pat
- Ale to nie Teranie odeszła. – mówiła krótkimi sztywnymi zdaniami, co było niepodobne do jej zwykłej zawiłej mowy.
Pat zastanowił się chwilę:
- Nie ? – nie dowierzał – w takim bądź razie kto? Saruj? Sibema?
- Nie, nie, nie. – zaprzeczała.
Pat nalał przyjaciółce herbaty, w ładny bladoróżowy szklany kubek wysadzany perłami. Odwrócił się by podać jej wywar, kiedy ona wypowiedziała słowa, które nie chciały dojść do uszu Pata, czary Pustelni, rzeczy, których nie chciał słyszeć w tym miejscu zakrzywiały swe dźwięki i nie mogły nie dochodzić do jego uszu. Jednak Bezimienny chciał dowiedzieć się o kim była mowa i przywołał bytujące gdzieś między obecnymi słowo do swych uszu. I chatkę wypełniło krótkie ciche słowo wypowiedziane przez Bellę:
- Cinom.
Pat puścił kubek, który miał podać gościowi, ten rozbił się na milion kawałków, a jedna z pereł go okalających przeturlała się wprost pod stopę przybyłej.
- Jak to? – mówił prawie bezgłośnie.
- Też byłam zdruzgotana – Pat wodził ręką w powietrzu wyszukując nią oparcia krzesła, kiedy w końcu je znalazł przystawił je sobie i opadł na nie – udało mi się jednak dowiedzieć, że Cinom, bardzo dużo mocy odbierało stawienie się w Towarzystwie, a wesz przecie ile mocy prócz tego wykorzystywała chociażby na naszych lekcjach, a pamiętaj, że nie tylko my byliśmy jej podopiecznymi.
- No wiem, że wypruwała z siebie wszystkie ośrodki mocy, byleby nas czegoś nauczyć, ale jak ja teraz zdam egzaminy? Przecież ktoś nas musi przygotować, kto będzie w jej zastępstwie? – kolejne pytania wypadały mu z ust.
- Nic nie wiem.
- Poczekaj tu chwilę. – poprosił, sam wspomógł się laską i otworzył drzwi na oścież.
Końcem laski zakończonym jego umiłowanym czarnym diamentem wycelował w niebo i zawołał donośnym głosem:
- Matyldo!
Nic szczególnego się nie wydarzyło, prócz wystrzelonej wiązki światła w niebo. Pat chciał wrócić na miejcie, jednak między drzewami coś się poruszyło. Po żwirowej ścieżce kroczyła Matylda:
- Nie trzeba było Bezimienny.
- Co, ale jak ?
- Widziałam jak Bella wyruszał do Ciebie, domyśliłam się o czym chciała z Tobą rozprawiać, a ponieważ mam chyba potrzebne wam informacje to pozwoliłam sobie przybyć tu za nią. Koniec.
- Wejdź proszę – wskazał jej swoje poprzednie, ona wchodząc powiedziała:
- Amis – i zbita szklanka, wraz z zawartością wróciła do poprzedniej postaci.
Matylda podała ją Belli. Pat tymczasem wyczarował nowe krzesło.
- Więc kto obejmie Mistrzostwo za Cinom ?
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
środa, 7 kwietnia 2010
7. cz.III
Następnie mozolnie wgramolił się do kosza, gdzie czekało nań czworo ludzi. Dwu techników rodem z Milenio rzuciło jakieś zaklęcia i balon zaczął się powoli unosić.
- Albus – krzyknął nagle Pat i podbiegł do unoszącego się balonu – weź to proszę – wręczył mu swój szkicownik.
- Dziękuję Gabrielu – odpowiedział takim głosem, że Pat poczuł jakiś taki wewnętrzny pokój.
Wszyscy kiwali wybywającym. Kiedy balon był na wysokości czubków drzew Pat rozejrzał się nerwowo wokół, rzucił zaklęcie przed siebie, które utworzyło jakby początek tęczy, w którą wskoczył. Tęcza poniosła go ku górze, ku zdziwieniu zgromadzonych.
- Co on robi – zapytał z niedowierzaniem Raf.
Tęcza zaczęła rosnąć, Pat przybliżał się do balonu. Kiedy był jakieś dwie stopy od urządzenia wypowiedział tubalnie takie słowa:
- Ja z dobroci Pat, obiecuję pisać do Ciebie Albusie. – mówiąc to rozłożył ręce, a z jego serca popłynęła wiązka światła, która trafiła w serce Albusa. Michael zrobił smutną minę, gdyż wiedział jakie będą tego następstwa, Gabriel oświecił go przed podróżą, swoimi wizjami przyszłości.
- Co on zrobił? – zapytała Michaela przerażona Iris.
- Złożył Gabrielowi obietnice. Mnie bardziej interesuje co to ma być za tęcza.
- Tęcze za chwilę Ci wytłumaczę, Ty mi lepiej powiedz o co chodzi z tą obietnicą? – poprosiła Iris
- Pat złożył obietnicę Albusowi, jeżeli jej nie spełni będzie odczuwał straszliwy fizyczny i duchowy ból. Miło swojej już obecnej więzi, zawiązali między sobą nową, bardziej dojrzałą, która jest wyborem ich obu. Zeszła była jakby zależna od Albusa. Ta przed chwilą musiała zostać zawiązana za zgodą obu. Pat dorasta, choć bardzo potrzebuje swego opiekuna, robi wszystko by mu udowodnić, że sobie poradzi. Najgorszym błędem było zatajenie przed Patem jego nowej natury. Do czasu oświecenia go minie wiele niepotrzebnych dni. Ufam, że będzie dobrze, bo cóż innego mi pozostało.
Iris była trochę zszokowana. Kiedy jednak w końcu przetrawiła te wszystkie informacje odpowiedziała:
- Chcesz mi powiedzieć, że on nie wie o tym, że został następcą Emilii ? Toć to czyste szaleństwo, z jego zdolnościami to nie wyjdzie na dobre. Ty nie możesz mu powiedzieć ? Przecie też jesteś z nim poniekąd związany, nieprawdaż ?
- Nie Iris, to Albus przyjął go pod swoje skrzydła jako niemowlę po wojnie, wiedział co godziło w serce Pata, skoro on uważa, że postępuje słusznie ja mu bezgranicznie ufam. Iris – kontynuował – cała nasza trójka jest związana z Patem, ale to Albus wprowadził weń ponownie życie, myśmy to życie tylko pielęgnowali. To, że na prośbę Albusa i przy jego współpracy stworzyliśmy dla Pata pustelnie było tylko czystą braterską miłością, ale to mimo wszystko Albus ma większe prawa niż my. Niby jesteśmy równi rangą, ale każdy z nas jest różny i to sprawia, że Królestwo jest piękne. Teraz Twoja kolej – skończył.
- Hmm… niech będzie. Widzisz Michaelu ta tęcza to pewien bonus od jego poprzedniego wcielenia. Mimo faktu ponownych narodzin, starych umiejętności się nie pozbył i tęcza dalej jest mu posłuszna. Pat nigdy nie przestanie być Tęczowym Chłopcem, choć bardzo stara się wyprzeć całą swoją przeszłość. Dalej ma prawo do dysponowania kolorami. To zaklęcie służyło mu niegdyś do podróży do Amarantu. Wyczarowywał tęczę u siebie w Tęczowym Pałacu, a ona sunęła łukiem po nieboskłonie, ta tu, jest tylko zalążkiem tej prawdziwej, gdyby chciał podniosłaby go aż po sam horyzont.
- Masz racje. Nie wolno zapominać o swej przeszłości, bo teraźniejszość to tylko iluzja, a przyszłość to marzenie. Przeszłość musi być rozpamiętywana, by teraźniejszość była pięknem, a przyszłość tajemnicą. Może dziwnie to brzmi w ustach wiedzącego, ale cóż. Na przykład teraz Pat pamięta o waśni z Tobą, ale jesteście już pogodzenie, więc dziś jest piękne, a jutro będzie nowym cudownym dniem.
Pat stał już na ziemi kiedy skończyli rozmowę, podszedł do nich i uśmiechnął się.
- Lecimy Iris? – zapytał
- A bardzo chętnie - powiedziała już całkiem innym niż przed chwilą tonem. Złapał ją więc za rękę i powiedział do Michaela – Wybacz przyjacielu, pozwól, że Cię opuścimy. – uśmiechnął się – Zaczął się nowy rozdział w naszym życiu, a jeśli nie w naszym, to w moim na pewno, ale w sumie nasze przygody się przeplatają, więc ten dzień i ta podróż wniesie do każdego z nas coś swojego – spojrzał na niknący w górze balon. I wypuścił z rąk zaczarowane kolorowe motyle. – Niech ma na pożegnanie. Idziemy ?
- Oczywiście. – opowiedziała Iris i skierowali się ku stajni. Tam wypożyczyli dwa wspaniała czarne wierzchowce i popędzili do Pustelni, gdzie rozmawiali do wieczora o Albusie, Jazzie i nieznanej prawie nikomu przyszłości.
- Albus – krzyknął nagle Pat i podbiegł do unoszącego się balonu – weź to proszę – wręczył mu swój szkicownik.
- Dziękuję Gabrielu – odpowiedział takim głosem, że Pat poczuł jakiś taki wewnętrzny pokój.
Wszyscy kiwali wybywającym. Kiedy balon był na wysokości czubków drzew Pat rozejrzał się nerwowo wokół, rzucił zaklęcie przed siebie, które utworzyło jakby początek tęczy, w którą wskoczył. Tęcza poniosła go ku górze, ku zdziwieniu zgromadzonych.
- Co on robi – zapytał z niedowierzaniem Raf.
Tęcza zaczęła rosnąć, Pat przybliżał się do balonu. Kiedy był jakieś dwie stopy od urządzenia wypowiedział tubalnie takie słowa:
- Ja z dobroci Pat, obiecuję pisać do Ciebie Albusie. – mówiąc to rozłożył ręce, a z jego serca popłynęła wiązka światła, która trafiła w serce Albusa. Michael zrobił smutną minę, gdyż wiedział jakie będą tego następstwa, Gabriel oświecił go przed podróżą, swoimi wizjami przyszłości.
- Co on zrobił? – zapytała Michaela przerażona Iris.
- Złożył Gabrielowi obietnice. Mnie bardziej interesuje co to ma być za tęcza.
- Tęcze za chwilę Ci wytłumaczę, Ty mi lepiej powiedz o co chodzi z tą obietnicą? – poprosiła Iris
- Pat złożył obietnicę Albusowi, jeżeli jej nie spełni będzie odczuwał straszliwy fizyczny i duchowy ból. Miło swojej już obecnej więzi, zawiązali między sobą nową, bardziej dojrzałą, która jest wyborem ich obu. Zeszła była jakby zależna od Albusa. Ta przed chwilą musiała zostać zawiązana za zgodą obu. Pat dorasta, choć bardzo potrzebuje swego opiekuna, robi wszystko by mu udowodnić, że sobie poradzi. Najgorszym błędem było zatajenie przed Patem jego nowej natury. Do czasu oświecenia go minie wiele niepotrzebnych dni. Ufam, że będzie dobrze, bo cóż innego mi pozostało.
Iris była trochę zszokowana. Kiedy jednak w końcu przetrawiła te wszystkie informacje odpowiedziała:
- Chcesz mi powiedzieć, że on nie wie o tym, że został następcą Emilii ? Toć to czyste szaleństwo, z jego zdolnościami to nie wyjdzie na dobre. Ty nie możesz mu powiedzieć ? Przecie też jesteś z nim poniekąd związany, nieprawdaż ?
- Nie Iris, to Albus przyjął go pod swoje skrzydła jako niemowlę po wojnie, wiedział co godziło w serce Pata, skoro on uważa, że postępuje słusznie ja mu bezgranicznie ufam. Iris – kontynuował – cała nasza trójka jest związana z Patem, ale to Albus wprowadził weń ponownie życie, myśmy to życie tylko pielęgnowali. To, że na prośbę Albusa i przy jego współpracy stworzyliśmy dla Pata pustelnie było tylko czystą braterską miłością, ale to mimo wszystko Albus ma większe prawa niż my. Niby jesteśmy równi rangą, ale każdy z nas jest różny i to sprawia, że Królestwo jest piękne. Teraz Twoja kolej – skończył.
- Hmm… niech będzie. Widzisz Michaelu ta tęcza to pewien bonus od jego poprzedniego wcielenia. Mimo faktu ponownych narodzin, starych umiejętności się nie pozbył i tęcza dalej jest mu posłuszna. Pat nigdy nie przestanie być Tęczowym Chłopcem, choć bardzo stara się wyprzeć całą swoją przeszłość. Dalej ma prawo do dysponowania kolorami. To zaklęcie służyło mu niegdyś do podróży do Amarantu. Wyczarowywał tęczę u siebie w Tęczowym Pałacu, a ona sunęła łukiem po nieboskłonie, ta tu, jest tylko zalążkiem tej prawdziwej, gdyby chciał podniosłaby go aż po sam horyzont.
- Masz racje. Nie wolno zapominać o swej przeszłości, bo teraźniejszość to tylko iluzja, a przyszłość to marzenie. Przeszłość musi być rozpamiętywana, by teraźniejszość była pięknem, a przyszłość tajemnicą. Może dziwnie to brzmi w ustach wiedzącego, ale cóż. Na przykład teraz Pat pamięta o waśni z Tobą, ale jesteście już pogodzenie, więc dziś jest piękne, a jutro będzie nowym cudownym dniem.
Pat stał już na ziemi kiedy skończyli rozmowę, podszedł do nich i uśmiechnął się.
- Lecimy Iris? – zapytał
- A bardzo chętnie - powiedziała już całkiem innym niż przed chwilą tonem. Złapał ją więc za rękę i powiedział do Michaela – Wybacz przyjacielu, pozwól, że Cię opuścimy. – uśmiechnął się – Zaczął się nowy rozdział w naszym życiu, a jeśli nie w naszym, to w moim na pewno, ale w sumie nasze przygody się przeplatają, więc ten dzień i ta podróż wniesie do każdego z nas coś swojego – spojrzał na niknący w górze balon. I wypuścił z rąk zaczarowane kolorowe motyle. – Niech ma na pożegnanie. Idziemy ?
- Oczywiście. – opowiedziała Iris i skierowali się ku stajni. Tam wypożyczyli dwa wspaniała czarne wierzchowce i popędzili do Pustelni, gdzie rozmawiali do wieczora o Albusie, Jazzie i nieznanej prawie nikomu przyszłości.
wtorek, 6 kwietnia 2010
7. cz.II
Kiedy tam dotarł, standardowo cała okolica wrzała od rozmów, płaczów, pożegnań, Pat rozejrzał się i zobaczył Michaela. Podszedł do niego:
- Albus już jest, hmm…? – zapytał
- Nie widziałem go, mówił, że będzie miał multum bagażu, więc szybko bym isę go nie spodziewał.
- Długo już jesteś ?
- Nie, chwilę.
- Nie chcę żeby wyjeżdżał.
- Wiem Pat, wiem. – odwrócił się do niego i pocieszył swoim uśmiechem.
Kiedy tak rozmawiali za nimi dobiegły ich ożywione debaty o Życiu, Śmierci, Światłości i Gabrielu. Obydwaj rozmówcy odwrócili się w stronę nadchodzących. Im oczom ukazały się dwie postacie, Rafael i Raf. Nawet ich nie zauważyli tak pochłonięci byli wzajemnym dialogiem.
- Może jednak wrócilibyście do rzeczywistości, hmm…? – zapytał
Nawet go nie zauważyli, bardziej rozbawiony niż poirytowany podstawił jednemu nogę, finał był doskonały, Rafael znalazł się w ułamku sekundy na ziemi nieświadomy co się stało. Następnie połowa obecnych wokół nich usłyszała wrzask: PAT!!!. Raf nie szczędził sobie żartów z leżącego. Michael pomógł przyjacielowi wstać. Kiedy wszyscy doprowadzili się do porządku, cała czwórka zobaczyła przygotowania balonu, ogromnego balonu.
- Nienawidzę tych nowoczesnych form transportu – mruknął Bezimienny
- Przecież to wcale nie jest nowe – zaprzeczył Rafael
- No ale pochodzi z Milenio, a tam wszystko jest takie techniczne. – wzdrygnął się Pat
- Marudzisz – podsumował go Raf.
Balon z koszyczkiem napędzany jakoś magicznie na ciepłe powietrze, większość magów uważała to za totalny bezsens, gdyż magia oferowała im lewitacje, teleportacje i milion innych form szybkiego przemieszczania się. Niestety niektóre instytucje, jak na przykład ta albusowa chroniły się szeregiem tarcz antymagicznych co skrzętnie utrudniało nawet potężnym istotom dostanie się na teren owych. Kiedy tak rozprawiali o niczym, obok nich ktoś rzucił prośbę:
- Może przestaniecie stać jak te kołki i mi pomożecie, co ?
- Albus! – wymownie powiedział Pat – nie przesadzasz trochę ?
Za raz pożałował swoich słów, jego opiekun klasnął w dłonie i w ręku każdego z uczestników debaty pojawiła się torba, tobołek lub inny bagaż.
- Ty zwariowałeś ? – zapytał niedowierzaniem Raf.
- Nie skądże – uśmiechnął się wręczając mu jeszcze 3 opasłe tomy.
- Przecie jeszcze wrócisz na dzień lub dwa ? – nie wiadomo czy zapytał czy stwierdził Pat
- Eee... – zająknął się Albus – takie były plany, ale uległy one małej zmianie.
- Co to znaczy ? – dobitnie zapytał Bezimienny
- Że już nie wrócę, znaczy na ten czas nie.
- Dobrze chodźmy już – przerwał mu Pat. Wiedział, że Albus wybywa na długi czas, ale miał wrócić, by dopełnić jakieś papierkowe sprawy. Oczywiście Michael i Rafael nie zrobili zdziwionych min. Do tego jednak był przyzwyczajony, ta ich ogromna braterska przyjaźń, uosobienie jakiejś takiej wzajemnej solidarności, empatii i zrozumienia. Musieli wiedzieć wcześniej. Wszyscy stanowczym krokiem podążyli ku kolorowej nabrzmiałej kuli.
W koszu było już dwu ludzi, a dwu innych krzątało się wokół, bawiąc się jakimiś linami.
- Albus – uśmiechnęli się promiennie podróżnicy.
- Tak to ja – odwzajemnił gest Wiedzący.
- Gdzie twoje bagaże, hmm…? - zapytał jeden z techników.
- Idą – mężczyzna wskazał na pochód za sobą.
Kolejno: Raf, Rafael, Michael i na końcu pogrążony w niewesołych myślach Pat. Kiedy się zatrzymali Bin wpadł na przyjaciela, puszczając torbę Albusa.
- Przepraszam – mruknął ledwo słyszalnie.
- Proszę te bety wrzucić tu – jeden z inżynierów wskazał rozłożone prześcieradło.
- Latający dywan? – zakpił cicho Raf, ale nikt go nie usłyszał.
Kiedy już każdy wrzucił Gabrielowe rzeczy na właściwe miejsce, przyszedł czas na pożegnania. Pierwszy był Raf, uścisnęli sobie ręce, spojrzeli w oczy wymienili między sobą jakieś półsłówka i zakończyli w przyjaznym uścisku. Następnie Rafael i Michael to wyglądało jak jakieś mistyczne bractwo, bo pewnie podświadomie takim było. Milczeli i patrzeli sobie w oczy, telepatia na wysokim poziomie, uśmiechali się. Pat mógłby jednak przysiąc, że widział w oku Michaela łzę. Kontemplowali isę tak i wspierali wyglądało to co najmniej pięknie. Trzech uduchowionych Wiedzących, którzy dodawali sobie otuchy. Pat miał cały czas jakieś wątpliwości, czy dawać przyjacielowi swój notatnik. Jak zwykle pogrążony w myślach kłócił się ze sobą w duchu. Nim, po pożegnaniu się z dwójką przyjaciół, zdążył się odwrócić na miejsce przybiegła Iris.
- Albus, przepraszam najmocniej – tłumaczyła się – Musiałam dokończyć mój mały prezent dla Ciebie.
- Oj przestań, nie trzeba było. – pocieszył ją, po czym ona rzuciła mu się na szyję.
- Do zobaczenia.
W końcu przyszedł czas na ostatnie pożegnanie – z Patem. Gabriel stanął przed podopiecznym:
- Gabriel Młody – powiedział Albus.
- Gabriel jest tylko jeden Gabrielu – spojrzał nań swoimi zielonymi oczyma – Nie chcę żebyś wybywał. To zbyt daleko, tam list idą latami, tam na pewno będą Cię źle karmić, nie będziesz mógł się przyzwyczaić, ograniczą CI papieru, piór i atramentu, ja sobie po prostu bez Ciebie nie poradzę. – złapał swoją torbę, ale zrezygnował. Delikatnie złapał twarz Albusa swoimi dłońmi i stanął na palcach, gdyż był od opiekuna niższy, ten pochylił głowę i Pat pocałował go w czoło.
- Nie zapomnij o mnie – poprosił Pat, a po jego policzku popłynęła łza.
- Nie zapomnę Pat, nie zapomnę. – przyrzekł.
- Albus już jest, hmm…? – zapytał
- Nie widziałem go, mówił, że będzie miał multum bagażu, więc szybko bym isę go nie spodziewał.
- Długo już jesteś ?
- Nie, chwilę.
- Nie chcę żeby wyjeżdżał.
- Wiem Pat, wiem. – odwrócił się do niego i pocieszył swoim uśmiechem.
Kiedy tak rozmawiali za nimi dobiegły ich ożywione debaty o Życiu, Śmierci, Światłości i Gabrielu. Obydwaj rozmówcy odwrócili się w stronę nadchodzących. Im oczom ukazały się dwie postacie, Rafael i Raf. Nawet ich nie zauważyli tak pochłonięci byli wzajemnym dialogiem.
- Może jednak wrócilibyście do rzeczywistości, hmm…? – zapytał
Nawet go nie zauważyli, bardziej rozbawiony niż poirytowany podstawił jednemu nogę, finał był doskonały, Rafael znalazł się w ułamku sekundy na ziemi nieświadomy co się stało. Następnie połowa obecnych wokół nich usłyszała wrzask: PAT!!!. Raf nie szczędził sobie żartów z leżącego. Michael pomógł przyjacielowi wstać. Kiedy wszyscy doprowadzili się do porządku, cała czwórka zobaczyła przygotowania balonu, ogromnego balonu.
- Nienawidzę tych nowoczesnych form transportu – mruknął Bezimienny
- Przecież to wcale nie jest nowe – zaprzeczył Rafael
- No ale pochodzi z Milenio, a tam wszystko jest takie techniczne. – wzdrygnął się Pat
- Marudzisz – podsumował go Raf.
Balon z koszyczkiem napędzany jakoś magicznie na ciepłe powietrze, większość magów uważała to za totalny bezsens, gdyż magia oferowała im lewitacje, teleportacje i milion innych form szybkiego przemieszczania się. Niestety niektóre instytucje, jak na przykład ta albusowa chroniły się szeregiem tarcz antymagicznych co skrzętnie utrudniało nawet potężnym istotom dostanie się na teren owych. Kiedy tak rozprawiali o niczym, obok nich ktoś rzucił prośbę:
- Może przestaniecie stać jak te kołki i mi pomożecie, co ?
- Albus! – wymownie powiedział Pat – nie przesadzasz trochę ?
Za raz pożałował swoich słów, jego opiekun klasnął w dłonie i w ręku każdego z uczestników debaty pojawiła się torba, tobołek lub inny bagaż.
- Ty zwariowałeś ? – zapytał niedowierzaniem Raf.
- Nie skądże – uśmiechnął się wręczając mu jeszcze 3 opasłe tomy.
- Przecie jeszcze wrócisz na dzień lub dwa ? – nie wiadomo czy zapytał czy stwierdził Pat
- Eee... – zająknął się Albus – takie były plany, ale uległy one małej zmianie.
- Co to znaczy ? – dobitnie zapytał Bezimienny
- Że już nie wrócę, znaczy na ten czas nie.
- Dobrze chodźmy już – przerwał mu Pat. Wiedział, że Albus wybywa na długi czas, ale miał wrócić, by dopełnić jakieś papierkowe sprawy. Oczywiście Michael i Rafael nie zrobili zdziwionych min. Do tego jednak był przyzwyczajony, ta ich ogromna braterska przyjaźń, uosobienie jakiejś takiej wzajemnej solidarności, empatii i zrozumienia. Musieli wiedzieć wcześniej. Wszyscy stanowczym krokiem podążyli ku kolorowej nabrzmiałej kuli.
W koszu było już dwu ludzi, a dwu innych krzątało się wokół, bawiąc się jakimiś linami.
- Albus – uśmiechnęli się promiennie podróżnicy.
- Tak to ja – odwzajemnił gest Wiedzący.
- Gdzie twoje bagaże, hmm…? - zapytał jeden z techników.
- Idą – mężczyzna wskazał na pochód za sobą.
Kolejno: Raf, Rafael, Michael i na końcu pogrążony w niewesołych myślach Pat. Kiedy się zatrzymali Bin wpadł na przyjaciela, puszczając torbę Albusa.
- Przepraszam – mruknął ledwo słyszalnie.
- Proszę te bety wrzucić tu – jeden z inżynierów wskazał rozłożone prześcieradło.
- Latający dywan? – zakpił cicho Raf, ale nikt go nie usłyszał.
Kiedy już każdy wrzucił Gabrielowe rzeczy na właściwe miejsce, przyszedł czas na pożegnania. Pierwszy był Raf, uścisnęli sobie ręce, spojrzeli w oczy wymienili między sobą jakieś półsłówka i zakończyli w przyjaznym uścisku. Następnie Rafael i Michael to wyglądało jak jakieś mistyczne bractwo, bo pewnie podświadomie takim było. Milczeli i patrzeli sobie w oczy, telepatia na wysokim poziomie, uśmiechali się. Pat mógłby jednak przysiąc, że widział w oku Michaela łzę. Kontemplowali isę tak i wspierali wyglądało to co najmniej pięknie. Trzech uduchowionych Wiedzących, którzy dodawali sobie otuchy. Pat miał cały czas jakieś wątpliwości, czy dawać przyjacielowi swój notatnik. Jak zwykle pogrążony w myślach kłócił się ze sobą w duchu. Nim, po pożegnaniu się z dwójką przyjaciół, zdążył się odwrócić na miejsce przybiegła Iris.
- Albus, przepraszam najmocniej – tłumaczyła się – Musiałam dokończyć mój mały prezent dla Ciebie.
- Oj przestań, nie trzeba było. – pocieszył ją, po czym ona rzuciła mu się na szyję.
- Do zobaczenia.
W końcu przyszedł czas na ostatnie pożegnanie – z Patem. Gabriel stanął przed podopiecznym:
- Gabriel Młody – powiedział Albus.
- Gabriel jest tylko jeden Gabrielu – spojrzał nań swoimi zielonymi oczyma – Nie chcę żebyś wybywał. To zbyt daleko, tam list idą latami, tam na pewno będą Cię źle karmić, nie będziesz mógł się przyzwyczaić, ograniczą CI papieru, piór i atramentu, ja sobie po prostu bez Ciebie nie poradzę. – złapał swoją torbę, ale zrezygnował. Delikatnie złapał twarz Albusa swoimi dłońmi i stanął na palcach, gdyż był od opiekuna niższy, ten pochylił głowę i Pat pocałował go w czoło.
- Nie zapomnij o mnie – poprosił Pat, a po jego policzku popłynęła łza.
- Nie zapomnę Pat, nie zapomnę. – przyrzekł.
Subskrybuj:
Posty (Atom)