Następnie mozolnie wgramolił się do kosza, gdzie czekało nań czworo ludzi. Dwu techników rodem z Milenio rzuciło jakieś zaklęcia i balon zaczął się powoli unosić.
- Albus – krzyknął nagle Pat i podbiegł do unoszącego się balonu – weź to proszę – wręczył mu swój szkicownik.
- Dziękuję Gabrielu – odpowiedział takim głosem, że Pat poczuł jakiś taki wewnętrzny pokój.
Wszyscy kiwali wybywającym. Kiedy balon był na wysokości czubków drzew Pat rozejrzał się nerwowo wokół, rzucił zaklęcie przed siebie, które utworzyło jakby początek tęczy, w którą wskoczył. Tęcza poniosła go ku górze, ku zdziwieniu zgromadzonych.
- Co on robi – zapytał z niedowierzaniem Raf.
Tęcza zaczęła rosnąć, Pat przybliżał się do balonu. Kiedy był jakieś dwie stopy od urządzenia wypowiedział tubalnie takie słowa:
- Ja z dobroci Pat, obiecuję pisać do Ciebie Albusie. – mówiąc to rozłożył ręce, a z jego serca popłynęła wiązka światła, która trafiła w serce Albusa. Michael zrobił smutną minę, gdyż wiedział jakie będą tego następstwa, Gabriel oświecił go przed podróżą, swoimi wizjami przyszłości.
- Co on zrobił? – zapytała Michaela przerażona Iris.
- Złożył Gabrielowi obietnice. Mnie bardziej interesuje co to ma być za tęcza.
- Tęcze za chwilę Ci wytłumaczę, Ty mi lepiej powiedz o co chodzi z tą obietnicą? – poprosiła Iris
- Pat złożył obietnicę Albusowi, jeżeli jej nie spełni będzie odczuwał straszliwy fizyczny i duchowy ból. Miło swojej już obecnej więzi, zawiązali między sobą nową, bardziej dojrzałą, która jest wyborem ich obu. Zeszła była jakby zależna od Albusa. Ta przed chwilą musiała zostać zawiązana za zgodą obu. Pat dorasta, choć bardzo potrzebuje swego opiekuna, robi wszystko by mu udowodnić, że sobie poradzi. Najgorszym błędem było zatajenie przed Patem jego nowej natury. Do czasu oświecenia go minie wiele niepotrzebnych dni. Ufam, że będzie dobrze, bo cóż innego mi pozostało.
Iris była trochę zszokowana. Kiedy jednak w końcu przetrawiła te wszystkie informacje odpowiedziała:
- Chcesz mi powiedzieć, że on nie wie o tym, że został następcą Emilii ? Toć to czyste szaleństwo, z jego zdolnościami to nie wyjdzie na dobre. Ty nie możesz mu powiedzieć ? Przecie też jesteś z nim poniekąd związany, nieprawdaż ?
- Nie Iris, to Albus przyjął go pod swoje skrzydła jako niemowlę po wojnie, wiedział co godziło w serce Pata, skoro on uważa, że postępuje słusznie ja mu bezgranicznie ufam. Iris – kontynuował – cała nasza trójka jest związana z Patem, ale to Albus wprowadził weń ponownie życie, myśmy to życie tylko pielęgnowali. To, że na prośbę Albusa i przy jego współpracy stworzyliśmy dla Pata pustelnie było tylko czystą braterską miłością, ale to mimo wszystko Albus ma większe prawa niż my. Niby jesteśmy równi rangą, ale każdy z nas jest różny i to sprawia, że Królestwo jest piękne. Teraz Twoja kolej – skończył.
- Hmm… niech będzie. Widzisz Michaelu ta tęcza to pewien bonus od jego poprzedniego wcielenia. Mimo faktu ponownych narodzin, starych umiejętności się nie pozbył i tęcza dalej jest mu posłuszna. Pat nigdy nie przestanie być Tęczowym Chłopcem, choć bardzo stara się wyprzeć całą swoją przeszłość. Dalej ma prawo do dysponowania kolorami. To zaklęcie służyło mu niegdyś do podróży do Amarantu. Wyczarowywał tęczę u siebie w Tęczowym Pałacu, a ona sunęła łukiem po nieboskłonie, ta tu, jest tylko zalążkiem tej prawdziwej, gdyby chciał podniosłaby go aż po sam horyzont.
- Masz racje. Nie wolno zapominać o swej przeszłości, bo teraźniejszość to tylko iluzja, a przyszłość to marzenie. Przeszłość musi być rozpamiętywana, by teraźniejszość była pięknem, a przyszłość tajemnicą. Może dziwnie to brzmi w ustach wiedzącego, ale cóż. Na przykład teraz Pat pamięta o waśni z Tobą, ale jesteście już pogodzenie, więc dziś jest piękne, a jutro będzie nowym cudownym dniem.
Pat stał już na ziemi kiedy skończyli rozmowę, podszedł do nich i uśmiechnął się.
- Lecimy Iris? – zapytał
- A bardzo chętnie - powiedziała już całkiem innym niż przed chwilą tonem. Złapał ją więc za rękę i powiedział do Michaela – Wybacz przyjacielu, pozwól, że Cię opuścimy. – uśmiechnął się – Zaczął się nowy rozdział w naszym życiu, a jeśli nie w naszym, to w moim na pewno, ale w sumie nasze przygody się przeplatają, więc ten dzień i ta podróż wniesie do każdego z nas coś swojego – spojrzał na niknący w górze balon. I wypuścił z rąk zaczarowane kolorowe motyle. – Niech ma na pożegnanie. Idziemy ?
- Oczywiście. – opowiedziała Iris i skierowali się ku stajni. Tam wypożyczyli dwa wspaniała czarne wierzchowce i popędzili do Pustelni, gdzie rozmawiali do wieczora o Albusie, Jazzie i nieznanej prawie nikomu przyszłości.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Z każdym rozdziałem zadziwiasz mnie coraz bardziej swoimi pomysłami. Tęcza jako środek transportu - pierwsza klasa (myślałam, że tylko jednorożce tak potrafią).
OdpowiedzUsuńPS Czarne wierzchowce... ;]
oj jest wiele pytań... :)
OdpowiedzUsuń