poniedziałek, 1 lutego 2010

6. cz.IV

Miała racje przed nimi znajdowała się plejada drzew okolonych Pragnieniami, roślinami na wzór bluszczu. Tyle, że te tu były z najprawdziwszego czerwonego złota, które w świetle dojrzałego słońca mieniło się rdzą, szkarłatem i mahoniem. Jednak nie to przyciągało najwięcej uwagi. Najbardziej pociągające były kwiaty owej rośliny. Nieduże, kremowe płatki z masy perłowej, z imponującym środkiem, wyglądającym jak doskonała czarna głębia. I z owej głębi wypływały bańki mydlane, rozciągające wokół siebie tęczową poświatę. Wszędzie było ich pełno. Bardzo powoli, majestatycznie wręcz unosiły się ku niebu, ku wysokim czubkom drzew. Na samej górze, pękały pozostawiając po sobie kolorową mgiełkę. A wszystkiego doglądały bacznym okiem Mary. Chodziły zwiewnym krokiem pielęgnując zaczarowaną roślinność. Niektóre bańki były łapane i szczegółowo rozpracowywane, delikatnie ukuwane przez specjalne artefakty i przyglądały się rzeczą w nich zawartym. Ten las był czystą magią. Iris delikatnie stąpała między Marami. Jedna z nich Anja, pozwoliła jej przyjrzeć się małemu chudemu marzeniu.
- Czyje to? – zapytała zaintrygowana wróżka
- Twoje – uśmiechnęła się tamta.
Złapała kobietę za rękę i opuszkiem palca delikatnie uderzyła bańkę. Las zniknął a obydwie stały teraz w drewnianym domku.
- To mój dom - zdumiała się Iris.
- Ano, z nowym pięknym, rzeźbionym stołem.
- Ale ja go sobie wymyśliłam całkiem niedawno – zaczęła
- Nie musisz mi się tłumaczyć, każda myśl, która przebiegnie przez Twą głowę jest od razu rodzi się w Drommach. – mówiła Mara. Nagle wszystkie znajome kształty zniknęły i były powrotem w lesie.
- Czym są owe Drommy ? – zapytała
- To te czarne środki kwiatów, to one scalają chwilowe uniesienie z odrobiną magii i wypuszczają na świat marzenia. Za to pragnienia są dużo trwalsze. Jeden z najtwardszych i najbardziej wytrzymałych materiałów jakie umie stworzyć prawdziwy mag. Czerwone złoto. Jak ktoś idzie do Raju to jego Pragnienie usycha i kruszy się. Pyłem, który zeń zostaje jest obsypywane Drzewo Pragnień, to połączone ze sobą dwa pragnienia. Pragnienia najstarsze ze wszystkich, Pragnienia Magii i Mocy. Ich marzenia są najtrwalsze, a pragnienia najpiękniejsze. Tworzą razem siłę. Magia – siła wymyślna i Moc – siła twórcza. To co wymyśli Magia może zostać stworzone tylko przy pomocy Mocy. Są istoty twórcze, które wymyślają najróżniejsze zaklęcia, Ci pełni są magii. Są inni co najprostszym zaklęciem umieją zmienić bieg świata Ci zaś przepełnieni są Mocą. Lecz one dwie i Magia i Moc kontemplują i tworzą siebie wzajemnie. Trwają tak on początku istnienia naszego domu, Królestwa.
- Czy można zobaczyć to Drzewo ? – wyrwało się Iris.
- Poczekaj tu proszę, myślę, że uda mi się nakłonić do tego Xeniję.
Do zaaferowanej wróżki podszedł Pustelnik:
- Widzę, żeś zbratała sobie tutejsze istoty.
- Chyba tak – uśmiechnęła się przejęta kobieta.
- Kiedy Ty będziesz w wiosce, ja rozejrzę się i poszukam Jassina. Później Ci opowiem kto to jest. Jakbyś chciała wracać, a mnie by nie było wyślij po mnie Ixasisa. Krąży gdzieś w pobliżu.
- Oczywiście – uśmiechnęła się i zaraz umilkła widząc nowoprzybyłą Marę.
Xenija była wyższa niż inne mary i na jej skroniach widniał wieniec z samego Pragnienia, a kończył się na skroniach jego kwiatami. Miała ciemne kasztanowe włosy uwiązane w lekki warkocz. Wyglądała na bardzo młodą, ale to tylko pozory.
- Iris, przyjaciółko – powitała ją władczyni. – Zaszczytem będzie dla nas – tu wskazała na swe siostry – jeśli wstąpisz do naszej wioski.
Wróżka wykonała piękny zgrabny ukłon i podziękowała.
- Musisz wejść prawdziwa. – powiedziała Xenija.
- Co to znaczy ? – zapytała patrząc z lękiem na przyjaciela
- Nic strasznego, po prostu musisz wejść tam nago, ukazując tym samym swoje skrzydła, bo są nieodzowną częścią Ciebie.
- Rozumiem.
Anija złapała Iris pod rękę i poprowadziła ku wiosce. Księżniczka jeszcze została.
- Bezimienny, Twe pragnienie usycha, marzenia gasną. Na Andree co się z Tobą dzieje ?
- Andree już nie wspominaj zaszyła się po wojnie gdzieś w górach. A co do moich widzimisię to się nimi nie przejmuj, staram się realnie patrzeć na świat.
- Jak chcesz. – Odwróciła się na pięcie i poszła za poprzedniczkami. – Wiedzący tu byli, myślę, że winieneś to wiedzieć. Gabryel i Michael pielęgnowali Twe pragnienie nie zmarnuj tego – powiedziała idąc. – Jassina szukaj przy strażnicy, to ta jego stara, zniszczona chatka.
- Tak wiem, dziękuję. – Szepnął Pat^^, odwrócił się na pięcie i poszedł szukać Jassina, szedł szybko, by ukryć łzy. Łzy wzruszenia.

1 komentarz:

  1. W końcu, mój ukochany las. Wracam do domu, jedno spojrzenie, nieopanowany wybuch radości. Dzięki :*
    Szukaj Jassinka, szukaj! :D

    OdpowiedzUsuń