środa, 3 lutego 2010

6. cz.VI

To co zobaczył Pat trochę go onieśmieliło. Jego przyjaciółka była półnaga, a jej gładkie delikatnie piersi podnosiły się i opadały w rytmie jej oddechu. Jej skrzydła mieniły się brokatem w blasku powoli opadającego za horyzont słońca.
- Mógłbyś się odwrócić – wypaliła i potraktowała go zaklęciem.
- Za to Ty, mogłabyś trochę uważać, przecież nic Ci nie zrobiłem. – tłumaczył się chłopak.
- Przepraszam, ale fakt Eryka pod moim domostwem nie napełnia mnie zbytnio pokojem.
Mag poprawił swój zielony płaszcz. Odwrócił się, by nie denerwować Iris i podszedł do mary.
- Xeniju musimy być tam szybko, za raz wonie zaczną swą amarantową pieśń. Eryk nie może jej usłyszeć, znasz go. Posłańcy nie mogą usłyszeć śpiewu woni, są na niego zbyt podatni. Tak jak ludzie na śpiew syren z Tęczowej Zatoki.
- Wiem Bezimienny, wiem. Przede wszystkim uspokój się – prosiła mara – ja znam sposób, w jaki możecie się tam znaleźć. Bardzo prosty sposób. Twoje determinacja jest nawet bardzo korzystna.
Pat popatrzył na nią z niepisanym zdziwieniem.
- Jest tu coś szybszego od teleportacji ? No nie liczę świetlików, ani innych stworzeń, które przemieszczają się szybciej aniżeli teleportują.
- Jak widać nie jesteś taki wszechwiedzący jak opowiadają. – zaśmiała się z niego Xenija.
Pustelnik zrobił pokorną minę. I zastanawiał się kto rozpowiada po Królestwie takie bzdury.
- Mag uczy się cały czas, każda istota uczy się cały czas. – Wymijająco stwierdził.
- Tu masz absolutną rację. – uśmiechnęła się i wzięła go pod rękę.
Dołączyła do nich już ubrana Iris. Mimo pochmurnej, spowodowaną niefortunną sytuacją miny, widać było, że jeszcze jest w szoku po podróży w głąb serca. Mimowolnie obróciła się jeszcze stronę wioski, tęsknie wyglądając drzewa, nie sprawiło jej radości tak szybkie odejście z wioski. „Kontemplowanie pragnień było imponującym doświadczeniem” tak będzie później mówiła, teraz jednak spieszyła za Xeniją, która zaczynała tłumaczyć Patowi jak można się przemieszczać z Serca:
- Pomyśl mój drogi, co wystarczy do przeniesienia się stąd ?
- Znów zagadki – zniechęcił się Pustelnik. – Hmm… może wystarczy marzyć – powiedział ledwo słyszalnie.
- Tak, brawo. – pochwaliła go władczyni. – Może jednak jest coś w tym co mówią.
- Je tam. – zaprzeczył Mag. – Jestem zwykłą istotą.
Stanęli przed Ichtachiową Bramą. Mija stała ze wniesionymi rękoma i czarowała. Za bramą widać było tunel, lecz nie był to tunel drzew z którego tu przyszli. Był to tunel świateł i kształtów. Po środku zaczarowanego portalu była czarna przestrzeń, a poza nią gamy kolorów i świateł.
- Skupcie się – poleciła Mija. – To bardzo niebezpieczne. Myślę jednak, że tak znamienitym istotą powinno się to udać.
- Nie pochlebiaj nam proszę – mruknął Pat.
Xenija ustawiła gości vis a vis zaczarowanego przejścia.
- Teraz zacznijcie marzyć – poleciła im szepcąc na ucho.
Pustelnik zamknął oczy i wyobraził sobie Eryka, który przynosi mu wieści od Albusa. Siedzieli w trójkę, z Iris, przy jej starym zniszczonym stole i rozprawiali o życiu. Byli spokojni i uśmiechnięci. Nagle jego uszy zaczął penetrować dźwięk, muzyka słodka i kojąca. Muzyka Marzeń. Płynął w niej. Czuł ją każdym członkiem swego zmęczonego ciała. Chełpił się nią i nią żył. Był tą muzyką, był własnym marzeniem. Był wszystkim i był niczym. Płynął. Otworzył oczy, był w tunelu. Mijały go różnokolorowe światła, a raczej one mijały jego. Przechodziły przezeń. Kochał był spokojny. Chciał tak trwać do końca świata. Ten trans przerwał głos:
- Ponieś ich bramo do domu. Niech ich marzenia będą twoje, czerp z nich siłe. Żegnajcie przyjaciele.
Wszystko ucichło, Pat otworzył oczy. Różowy nieboskłon dawał tło purpurowemu słońcu. Dziewczynki z płatkami kwiatów na głowie zaczynały biegać po pagórkach wokół domu Pani Szczerości – Wonie. Pustelnik był lekko zdezorientowany, z ogłupienia wyrwało się dobijanie do drzwi:
- Iris otwórz mi, błagam.
Mag szybko przypomniał sobie gdzie i dlaczego jest. Szybkim krokiem podszedł do drzwi. Nie znał zaklęcia, które mogłoby je odryglować.
- Wybacz przyjaciółko – powiedział do siebie. I z impetem rozwalił drzwi, prostym zaklęciem. Ku jego przerażeniu Iris stała przed nim.
- PAT! – wrzasnęła. – Jakim cudem znalazłeś się w moim domu ?
- No byliśmy przed tą bramą w Sercu i jestem.
- Że też ja nie miałam takiego szczęścia. Ja Cię kiedyś uduszę. – pokwitowała – Jakim zaklęciem to zrobiłeś?
- Amarantowym – odpowiedział.
- No to sam będziesz musiał mi je naprawić, nie znam skutecznych przeciw zaklęć.
- Iris błagam – wyszedł zza jej ramienia pobladły z przerażenie posłaniec.
- No już, jeśli Pat nie naprawi drzwi to Itak mój dom nic ci nie da. – powiedziała, ale za raz pożałowała. Eryk wbiegł do jej domu, stanął na stole i zaczął wzywać:
- Na piekie…- nie dokończył. Pustelnik zwalił go ze stołu.
- Przytrzymaj go Iris – poprosił.
Kobieta wykonała polecenie. Mag stanął dumnie przed dziurą w ścianie.
- Wróć w zawiasy proszę.
Zaszumiało, zagrzmiało, zawirowało i wszystko wróciło na miejsce. Pustelnik odwrócił się i mruknął:
- Gotowe.
Iris puściła skrępowanego Eryka. Był blady, zdesperowany.
- Co Ty do Sze… do Niejaw robisz ? – spytał posępnie Pat
- Z Szeolu wypuszczono łowców. Znaczy takie krążą plotki. A ja mam coś dla ciebie, co muszę Ci dostarczyć natychmiast i osobiście – mówiąc wyjął przeźroczystą kopertę.
Pustelnik o mało nie zemdlał. Znał doskonale, przeźroczyste koperty. Zbyt doskonale.

2 komentarze:

  1. Zaczyna się dramat. Będzie niewesoło... Kocham nagłe zwroty akcji :D
    Intrygują mnie ci łowcy z Szeolu. Robi się groźnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Mijały go różnokolorowe światła..." to zdanie jest pozbawione sensu ;]

    poza tym trochę niezrozumiałe dla mnie jest to, dlaczego po przejściu przez tunel Iris jest w domu, a Pat przed nim

    OdpowiedzUsuń