- Jazz – jęknął
Posłaniec niechętnie potwierdził głową, Iris zrobiła zszokowaną minę. Pat wziął kopertę i wyjął z niej list. Zaczął:
„ Czy pamiętasz wspólne chwile
Tak spędzonych mile.
Tyleśmy razem przeżyli
Świat wzrokiem mierzyli
Czy pamiętasz uśmiech mój
Ja przez mgłę znam Twój.
Jam Ci już przebaczył bracie.
Teraz Twoja kolej.
Jazz.”
Wszyscy zamilkli, głuchość oddechów, była jak bezdenna studnia dźwięków. Gospodyni chcąc ostudzić nieco tę mało sympatyczną atmosferę, klasnęła w dłonie. A kominek zajął się wesołym rudym płomieniem. Słońce już zaszło, więc ogień rzucił na izbę nieco blasku.
- Co zamierzasz z tym zrobić? – zapytała
- Nic. – warknął niegrzecznie.
- Może doceniłbyś fakt, że wyciągnął do Ciebie rękę?
Pat wpadł w dziką furię:
- Czyś ty do reszty postradała rozum – krzyczał – Po tym wszystkim co mi zrobił ja mam tak po prostu mu przebaczyć? Uważasz, że on miał mi cokolwiek do wybaczania?
- Tak. – odparła
- Wyśmienicie – awanturował się – Ja tak nie uważam. Myślę, że po raz kolejny rzucił zaklęcie. Ja go nie znam Iris. Już go nie znam. Nie wiem kim on jest.
- Może warto byłoby mu zaufać?
- Jemu? – zaśmiał się diabolicznie, krztusił się własnymi słowami. – To istota niespełna rozumu.
- Tak jak Ty teraz.
Pustelnik miał tego dość rzucił przyjaciółce nienawistne spojrzenie. I zapytał już trochę spokojniej:
- Czemu Ty zawsze musisz go bronić?
- Bo jest moim przyjacielem.
- Iris on już nie jest sobą. Ten czar zabija wszystkie emocje i uczucia.
- Nie zachowuj się jak mały rozkapryszony chłopiec.
Tego nie wytrzymał. Wrzucił list do ognia i teleportował się z głośnym trzaskiem. Siedział w domu i płakał. Oni nie rozumieją. Czar jest za silny, on niszy istotę od środka. Jazz był zbyt potężnym Czarodziejem. Jego moc sprawiała, że ten czar nie działał tak jak powinien. Skutek był stokroć jeśli nie tysiąckroć silniejszy od pożądanego. Ale nikt mu nie wierzył. Chyba że. Była jedna osoba, która mu wierzyła, a której on oddać mógłby całe swe serce. Osoba, która wprowadziła go w życie, osoba, która była jego opiekunem, która wskazała mu co jest dobre. Która nauczyła go wiary w siebie. Która była najbliższa jego sercu, za którą mógłby cierpieć najcięższe męki w Szeolu. Osoba, z którą złączony był tą najprawdziwszą, szczerą, braterską miłością. Najdroższy sercu przyjaciel. Byli oczywiście jeszcze inni, ale tych Pustelnik się bał. Wiedział, że ten go nie wyśmieje i wesprze.
Wziął najpiękniejszą, zaczarowaną, kremową papeterię i wyjął pióro z najdelikatniejszą i najcieńszą stalówką, otworzył szkarłatny atrament, który dostał bardzo dawno temu od mar, był zrobiony z pragnień. Zaczął pisać. Łzy cisnęły mu się do oczu. Gniew wypełniał mu serce. Lecz mimo to najpiękniej jak potrafił kreślił kolejne litery: en, a, jot, de, er, o, żet, es, zet, igrek. Podciągnął nosem spojrzał na swoje rzeźbione pudełko z diamentami. Łzy. A każda z nich innego była koloru. Dalej leciutko płynął po papierze: A, el, be, u, es, i, e. Porwał go szał, szał wzruszenia, szał rozpaczy i niezrozumienia, szał pisania.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Szał pisania udzielił się także i mi. Wiesz, czasem to dobrze mieć jednego tylko Przyjaciela, takiego najlepszego i najdroższego w świecie.
OdpowiedzUsuńCzekam na rozdział 7. Chyba, że takowego nie będzie i od razu przejdziesz do 8., ale tak się nie robi, to brzydko.
Ostatni akapit -> Cudo.
Pisz pustelniku
OdpowiedzUsuńJuż to rozumiem, ale potrzebowałam na to czasu
OdpowiedzUsuń