Minęło już parę słonecznych dni odką Pat ponownie przestąpił próg Towarzystwa. Pustelnik jak zwykle siedział w chatce pisząc coś nieskładnie. Dopiero co wrócił z murów tego znienawidzonego przez młodych magów miejsca. Musiał szybko dopełnić wszystkie zadane mu rzeczy, ponieważ po zachodzie musiał na ziemię iluzjonistów wrócić. Po mało starannym ogarnięciu wszystkich rzeczy, wziął tobołek i począł się pakować. Płaszcz, ze dwie koszule, jakieś karki gdyby kazano mu robić notatki.
Mimo tego, że przeżył podobnych akcji, jak ta, która miała nadejść wiele, był bardzo zestresowany. Nie mógł się skupić. Na domiar złego miał pomóc Michaelowi w uświetnieniu tego wydarzenia. Zgodził się, bo cóż innego miał zrobić. Jena zdezerterowała w ostatniej chwili, nie mógł zostawić przyjaciela w pojedynkę. Po za tym jego Dar co raz bardziej się uaktywniał. Wiedzący lada dzień miał wybrać swojego następcę na miejscu flamingowego przewodnika zgromadzenia. Pat chciał się zgłosić, ale nie wiedział czy powinien. W końcu już nie było między nim i Piterem jawnej wojny, ale stwierdził, że to syn Muzyki powinien wyjść pierwszy z tym pomysłem. Nie chciał naciskać.
W końcu, spakowany porzucił tę plejadę nieuczesanych myśli i wyszedł z domku. Pogłaskał pieszczotliwie Blankę na dowidzenia i odszedł w stronę Zamku Towarzystwa.
Kiedy dotarł na miejsce zobaczył parędziesięciu ludzi z dwu pierwszych Kondygnacji Nieba. Większość z nich była zaaferowana witaniem się i dowiadywaniem się co słychać u rozmówców. Pat niechętnie przeszedł przez ten mały tłum i skierował się do małej Sali w świątyni, gdzie czekali na niego już Michael i Oliver. Wiedzący trzymał w ręku swój umiłowany przedmiot – gitarę. Oliver zaś brzdąkał na czymś co musiało być z Milenio, bo nie instrument wydawał dźwięki, ale pudło, które było obok owego.
- Witaj Pat. Mam nadzieję, że przećwiczyłeś te wszystkie muzyczne akcenty które kazałem Ci dostarczyć.
- Eee… oczywiście. – skłamał Pustelnik. Eryk co prawda wręczył mu jakieś pilne papiery od Michela, ale nie miał czasu nad nimi usiąść. Przecież znał wszystkie czary, których używał wraz z przyjacielem swego opiekuna. Nie musiał się ich uczyć – „Z resztą, trochę spontaniczności jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło”- pomyślał Pat i zaczął wyczarowywać wokal do płynącej już w powietrzu melodii, która wypływała magicznie z gitary Michaela i pudła Rafa.
- No to bierzmy się do pracy – powiedział Raf i oddali się magii Muzyki.
Ćwiczyli tak przez chwilę, po czym Michael stwierdził się to musi starczyć, bo już nie mają zbyt wiele czasu. Zeszli tedy do świątyni ustawili się na swoich miejscach i zaczęli czarować, by wchodzący do świątyni ludzie mogli od razu słyszeć muzykę, którą tworzyli. Na miejscu dołączył jeszcze do nich jakiś iluzjonistyczny nowicjusz. Powitali go serdecznie i zaczęli grać. Każdy kto wchodził do świątyni zanurzał się w pieśniach i melodiach czarowanych przez Pustelnika i resztę, co od razu koiło duszę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Koiło duszę?
OdpowiedzUsuńWidać, że nie pasuję do Twego Królestwa, może się przeprowadzę do Szeolu.
Ale widzę postęp, jak tak dalej pójdzie, to może zaczniesz wstawiać coś częściej niż raz na 3 miesiące.
No wiesz ATP teraz czeka Go Trzecia Kondygnacja Nieba, więc nie wiem, czy w ogóle znajdzie czas :P
OdpowiedzUsuńZnajdzie. Jak nie, to ja sobie z nim porozmawiam albo nawet złożę wizytę.
OdpowiedzUsuńJa sama też mam to w planach( na wszelki wypadek)
OdpowiedzUsuń-szykuj się Pat!