piątek, 29 stycznia 2010

6. cz.II

Podobnie jak jego strażnik sprawiał wrażenie opuszczonego. Zniszczone pnie, połamane konary, zeschnięty bluszcz. Odpychał. Przerażał. Pociągał. W wilgotnym, tak bardzo różnym od tego po za powietrzu czuć było unosząca się tajemnice. Cyjanowe światło rozpraszało mrok, ukazywało niewidoczną gołym okiem ścieżkę, wydeptaną w mchu cienką nitkę. Podążali w ciszy nie patrząc się na boki, nie raz musieli się złapać za dłonie by zmieścić się między wielkimi drzewami, ich kroki zagłuszało miękkie podłoże. W mroku dostrzec można było ruch, który tylko zaostrzał wyobrażenia, jakie istoty mogą się czaić w czeluści lasu.
-Auć – jęknęła przerażona faktem odezwania się Iris.
Wszystkie ruchy i dźwięki lasu zamilkły, poczuli się jakby wszystko się w nich wpatrywało, każdy liść, każdy kamień, każde drzewo. Pustelnik bardzo wolno odwrócił wzrok i spojrzał w głębie mroku, spojrzał i ujrzał niebieskie, jak modrość nieba nad Błękitnym Morzem oczy.
-„Zaraz będą tu niejawy, uciekaj do serca.” – usłyszał w myśl
Bezimienny chwycił mocno Iris za rękę. Spojrzał jej głęboko oczy. Zrozumiała. Ixasis także czuł zbliżających się obrońców lasu. Poleciał szybciej, a w drodze mruczał:
- Na świetlisty księżyc w mroku, przyspiesz mój ogniu kroku.
Pat^^ popatrzył zdezorientowany na istotkę, która rosła w oczach. Była teraz wielkości porządnego kubka. W biegu nie mógł się zapytać co się dzieje. Uciekali przed nieznanym. Ixasis wyprzedził ich znacznie, w pewnym momencie zatrzymał się i pisnął, a jego pisk, był przyjemny dla ucha, niczym śpiew ognistych chórów, wysoki głos uzależniał. Z jego ust wydobywała się strużka światła, każdy dźwięk był zmieniany w serpentynę światła. Świecąca nitka wijąca się jego osoby, rozświetlała już nie tylko drogę, ale i większość lasu. Wiązka światła pływała między przyjaciółmi, a kiedy ognik skończył swą obronną pieśń zmniejszył się do normalnych rozmiarów. Teraz biegli już skrótami, omijając pułapki w postaci przewróconych drzew czy ostrych kamieni. Światło mieniło się lazurem, turkusem, błękitem i srebrem. Blada twarz Pustelnika zdradzała niepokój, który gościł w jego sercu i zmęcznie spowodowane gonitwą. Usłyszeli za sobą jęk. Niejawy. Na ile to możliwe przyspieszyli. Nagle Bezimienny zobaczył jakąś postać, biegła z nad przeciwka. Była tak szybka, że zobaczył tylko burze czarnych jak Amirater włosów i już jej nie było. Nie mógł się odwracać, więc uciekał dalej.
- To już tu – zapiszczał Ixasis
Przed nimi znajdowała się brama, bardzo podobna do tej przy wejściu do lasu, lecz tutejsze drzewa były porośnięte rdzawym bluszczem.
- Ixasis pamiętaj, jeszcze ostatnia zagadka.
W bramie między drzewami pojawił się brązowy duch.
- Na pytanie odpowiedzi będę żądał – zagrzmiał. – Na pustkowiu życia Ci doskwiera, chcesz z nim współżyć, lecz to niemożliwe prawie, życie bez niego sensu nie ma, czego musisz zapragnąć abyś je posiadł, odnalazł w sobie, by je pielęgnować ?
- No to żeśmy utknęli, przyznaję się, nie mam pojęcia. – Przyznał Pustelnik
- Czemu od razu się poddajesz. – Zdumiała się Iris i przejęła inicjatywę. – Duszku powtórz proszę zagadkę.
Zrobił jak mu polecono. Kobieta myślała. Ixasis latał od drzewa do drzewa szukając jakiś ukrytych wskazówek. A Pat^^ usiadł na jakimś pniu, zdezorientowany.
- Ty jesteś Pustelnikiem – to czego siedzisz cicho skarciła go. – Powiedz mam zatem czego się pragnie na Pustkowu?
- Ja jestem specyficznym pustelnikiem.
- No dobra, ale postaw się w sytuacji takiego prawdziwego. – poleciła
- Na Pustkowiu pragnąłbym tylko ludzi chyba. Nie wiem.
Iris zastanowiła się, powtarzała cały czas poszczególne słowa. Nagle zza nich wyskoczyła ciemnoskóra kobieta z platynowo-blond włosami. Była rozczochrana, jak po bitwie.
-Nie odwracaj się Iris – rozkazał Bezimienny. Sam podszedł do nowoprzybyłej.
- Anatachia – warknął
- Mrr – zamruczała jak dzika kotka – Bez-imienny. – Podeszła do zniesmaczonego chłopaka i polizała jego odkrytą szyje – Jam Niejawa i Nie sen.
- Jesteś monotonna zawsze powtarzasz tę samą melodyjkę – zaczął ją parodiować – Jam Niejawa i Nie sen, między Szeol a Raj wystawiona, jam posłuszna tyl… – skończył dostając w twarz. Za nim ognik dodawał otuchy Szczerości. Anatachia wyjęła bat:
- Precz – zawyła, a jej przeklęty głos ogłuszał i otumaniał.
- Milcz – ryknął Pat^^ - Ten las nie należy tylko do was. Że też Betty was stąd nie wyrzuciła.
Kiedy para się kłóciła Ixasis jęknął:
- Zaraz zaczną walczyć, szybciej błagam, Ty nie wiesz co ona potrafi.
Iris zamknęła oczy jeszcze raz powtórzyła sobie treść zagadki. Ktoś rzucił zaklęcie. Olśnienie. Wie. Otworzyła szeroko oczy, odwróciła się mimowolnie, nie zostawiłaby go tu samego, z tą szmatą. Stanęła za swym towarzyszem, ujęła jego rękaw i pociągnęła.
- Mówiłem, żebyś się nie odwracała, za raz Cię opęta. – wykrztusił Pat.
- Nie wydaje mi się – powiedziała pewnie – popchnęła go w stronę bramy sama stanęła twarzą w twarz z Niejawą.
- Zaraz Cię nauczę grzeczności suko, możesz nawet popłynąć najbliższym rejsem wprost do Raju. – zagroziła ciemnoskóra.
Iris podparła się pod boki i subtelnie szepnęła:
- Kurwa.
Za raz jednak jej głos przybrał na sile i wrzasnęła:
- Na śmierci pięknym łonie, niech Twój duch tu przy mnie spłonie. – Uśmiechnęła się szarmancko i rzuciła: - Bywaj.
Anatachia zaczęła wyć z bólu, jej duszę spowiła prawda. Ta najszczersza. Objawiała całą istotę jej istnienia. Niejawy były wychowane przez Śmierć, która to nie była najlepszą opiekunką i nauczycielką. Żyły zakłamane. Podczas wojny, niektóre z nich wstąpiły w szeregi Szeolu. Te dobre walczące pod sztandarem Czasu, które się ostały zostały wysłane by bronić co piękniejszych miejsc w Królestwie. Broniły tych miejsc, zadając morze bólu, osobie, która ośmieliła się naruszyć świętość. Pustelnik właśnie to robił. Pragnął wedrzeć się do serca Lasu Marzeń i Pragnień. Patrzył jak Iris jednym prostym, zapewne autorskim zaklęciem, niszczyła bardzo potężną Niejawę. Odwróciła się zostawiając jęczącą z bólu istotę, podeszła do bramy i powiedziała:
- Trzeba zapragnąć pragnąć.
Duch ustąpił im miejsca, przeszli kolejno: Iris, Ixasis i na końcu Pustelnik, który odwrócił się jeszcze na pięcie i zdjął z Niejawy bolesne zaklęcie.
- Uważaj następnym razem. Ból nie jest dobry, zrozumiałabyś jakbyś była współodczuwającym, nie zadawaj bólu, bo sama bólu doświadczysz.
Szli w tunelu drzew, między nimi przebijało się światło, dzięki, któremu tunel spowity był złotą aurą.

3 komentarze:

  1. Poznaję te oczy... Muszę przyznać, że lubię Iris coraz bardziej, jest tak samo subtelna, jak ja czasami bywam. Za to Anatachia... z bacikiem ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. "czemu od razu się poddajesz..." czy
    "Iris podparła się pod boki"
    - co wg Ciebie jest takie... moje? ;>

    "pragnąć pragnąć" ... ;]

    OdpowiedzUsuń
  3. PS. Droga B, nikt nie jest tak subtelny jak ja ;]

    podpisano: Iris, strażniczka zielonego płomienia :)

    OdpowiedzUsuń