Wyszedł z lasu, na niewielką polanę między pagórkami. Zobaczył domek z ciemno brunatnych belek, poszedł w jego stronę, wydeptaną w trawie ścieżką. Obszedł chatę dwa razy, porosła mchem. Stanął przed północną ścianą domu i nonszalancko zapukał niewidzialną kołatką w masywne drzwi, których nie można było odróżnić od reszty, które otworzyć można było tylko od środka. Przez chwilę stał przed wejściem, usłyszał w domu kroki, mruknięcie i szczęk wrót. Uchylił je na tyle by widzieć gospodynię owego miejsca.
- Gotowa ? – zapytał z figlarnym uśmieszkiem i podał jej swe ramie by za nim podążyła. Iris ubrana była w długą, żywo zieloną suknie przy ciele. Delikatny gorset na piersiach związany czarnym rzemykiem sprawiał, że wyglądała bardzo ponętnie.
- Poczekaj, jeszcze chwilę. – powiedziała wyniośle i zaśmiała się szczerze. Pani Szczerości. Zniknęła w czeluści swej posiadłości, a Pustelnik cieszył się popołudniowym powietrzem, wziął głęboki oddech i zastanawiał jak minie im wędrówka, długo nie przemieszczał się za pomocą magii. Iris wróciła w śliwkowym płaszczu podróżnym, spinanym piękną, wściekle różową broszą w kształcie feniksowego pióra. Wyszła na zewnątrz i wzięła go pod rękę. Pstryknęła palcami, drzwi za nimi zaryglowały się od wewnątrz. Oswobodziła się z ramienia towarzysza przeciągnęła się leniwie i ukazała swoje skrzydła. Takie same jak u ważki. Koloru zgniłej zieleni, przeczesywane przez tysiące oliwkowych, brązowych i czarnych żyłek. Wyglądała oszałamiająco: dumna, piękna i niebezpieczna.
- Schowaj skrzydła Iris. – poprosił Pat^^. Ona zrobiła zdziwioną minę.
- Dlaczego ?
- Bo ja nie umiem latać, a po za tym wypadałoby czasem skorzystać z tego co oferuje nam magia, czyż nie?
- No niech będzie. – Powiedziała. Zamknęła oczy wzięła głęboki oddech, a skrzydła rozpłynęły się w powietrzu.
- Tak lepiej, - uśmiechnął się i kontynuował – pamiętasz jak się to robi ? – zapytał, ale zaraz pożałował odpowiedzi.
- Trudno żebym zapomniała – odpowiedziała, po czym zrobiła wyzywającą minę, i szepnęła:
- Zróbmy to.
- Czy Ty chociaż raz nie możesz myśleć o czym innym ? – zastanawiał się Pat^^.
- Oj uśmiechnij to tylko taki szczere żarty. – uśmiechnęła się promiennie jak miała w zwyczaju, chwyciła go za dłoń i powiedziała: -mam nadzieję, że Ty pamiętasz jak to się robi.
Kobieta pociągnęła chłopaka za rękę, przyspieszyła kroku:
- Tylko skup się gdzie chcesz nas zabrać, bo ja nie ma pojęcia.
Pustelnik zamknął oczy, wyobraził sobie, tę kładkę i wieżyczkę. I za raz po tym zobaczył tysiące kształtów i kolorów, jego ciało nie istniało, był tylko duch. Mimo niecielesności czuł cały czas rękę Iris. Kształty zaczęły się zlewać, wirować w głowie. Stanął na gruncie i zakszusił się, do granic możliwości orzeźwiającym i czystym powietrzem. Las był przed nimi. Ale można się było do niego dostać tylko przechodząc przez bramę.
- Gdzie jesteśmy ? – Zapytała Iris.
- Zobaczysz – odpowiedział wymijająco pustelnik. Wziął ją pod rękę i zaczął ją prowadzić ku mało zachęcającej kładce, z jedną tylko barierką. Śmiało przeszedł przezeń, a ona widząc jego pewność szła tuż za nim. Musieli iść gęsiego, gdyż kładka była zbyt wąska, by pomieścić ich oboje. Ich oczom ukazał się dom. Obrońca lasu. Ta strzelista granatowa wieżyczka, ten dom.
- Ta wieża jest magiczna prawda. –stwierdziła Iris.
- A jak myślisz ? – Zapytał oczywistym tonem.
- No dobra niech będzie, zionie stąd magią. Tak tylko zapytałam – tłumaczyła się.
- Już dobrze - uśmiechnął się i poprowadził ją koło domu z szaro-niebieskimi cegłami. Od okien odbijało się światło słońca. Budynek wyglądał na mroczny i opuszczony, ale to tylko wrażenie. Był zamieszkały, Pat^^ doskonale o tym wiedział, a mało zachęcający był przez ziejącą z lasu tajemnicę.
- Co to ?! – prawie krzyknęła przestraszona Iris, wpatrując się w rdzawe pnącze na ścianie domu.
- Spokojnie. To nie to co myślisz. Wijce są tylko w Pałacu Matki. – uspokoił ją chłopak – nienawidzę tej nazwy – rzucił jeszcze przez ramię i szli dalej.
- Mógłbyś mi jednak powiedzieć co to było. – dociekała
- Oj uspokój się. Jak teraz się boisz, to w lesie po prostu zwariujesz.
Szli jeszcze przez chwilę brukowaną ścieżką, zrobioną z dużych, mosiężnych głazów. Milczeli. Pani szczerości kontemplowała to miejsce, przerażało ją. Bezimienny cały czas coś mruczał pod nosem. Nagle stanął. Iris zdezorientowana prawie straciła równowagę.
- Co Ty do Szeolu robisz – warknęła.
- Milcz. I nie przeklinaj. – Powiedział to z taką mocą, że Iris natychmiast zrozumiała swój błąd. – To miejsce jest święte. Nie waż się niczego dotykać, nie odzywaj się, jak będziemy na miejscu to Ci powiem, ale do tego czasu musisz uważać. Las strzeże swego serca, a do niego właśnie chcemy się udać.
Iris patrzyła na niego z rozdziawionymi ustami:
- Jasne. – zgodziła się posłusznie.
- Twoje słownictwo jest na dość niskim poziomie – przewrócił oczami i polecił – odsuń się proszę.
Kobieta usłuchała, ale przedtem jeszcze szepnęła na stronę coś o tym, że „sam nie mówisz lepiej”.
Pat^^ skarcił ją wzrokiem i wyprostował się, co rzadko mu się zdarzało, wyciągnął jedną rękę, jakby chciał się z kimś przywitać. Ukłonił się i wykonał dziwny gest nadgarstkiem, tak że środek jego dłoni zwrócony był w stronę nieba. Ogromny dąb i postawny klon zapletli nawzajem swe gałęzie, a las zaczął mruczeć i niósł swe dźwięki cyklicznymi podmuchami wiatru. Pustelnik popatrzył spod grzywki na drzewa. Zamoknął oczy i na jego dłoni pojawiła się ledwo dostrzegalna mydlana bańka. Zawisła nad nadgarstkiem i rosła, kiedy skończyła nabrzmiewać Pat spojrzał nań, a ta popłynęła w stronę gałęzi. Zatrzymała się na środku. W miejscu dlań właściwym. Iris owego miejsca nie dostrzegła wcześniej, dopiero teraz, kiedy bańka się w nim usytuowała. Bezimienny się wyprostował. Krzewy, bluszcz i dolne gałęzie wydały syczący głos i w postaci dymu pomknęły w stronę bańki. Ta rozdarła się na dwoje, ale mimo to nie zniknęła w tęczowej mgiełce, pozwoliła dymowi do siebie wlecieć. Kiedy to uczynił ona scaliła się z powrotem. A przed Bezimiennym i Irys znajdowała się teraz Bańkowa Brama, Brama Dębu i Klonu, Brama Jassina. Miała wiele nazw, ale jedno było pewne, robiła piorunujące wrażenie, nawet na tych, którzy już owe sztuczki widzieli. Dwa potężne drzewa, z poplątanymi w górze gałęziami, z mydlaną bańką po środku. Za portalem zionęła tajemnica i mrok. Pat^^ wyciągnął z kieszeni miniaturowy gwizdek. Miał bardzo delikatny błękitny przechodzący w srebro kolor. Muskał go palcami. Nagle jednak zacisnął pięść, a z niej na ziemie posypał się pył. Nie zdążył jednak upaść zaczął wirować, tworząc ognik. Ten podleciał przed oczy Pat^^’a, ukazując małą świecącą istotkę, która rzuciła z wyrzutem:
- Mógłbyś delikatniej.
- Wybacz Ixasisie, nie umiem robić tego tak jak flamandery.
- Zauważyłem – zrobił obrażoną minę
- Nie złość się, wezwałem Cię byś oświetlił mi drogę.
- Domyślam się – przerwał mu – zawsze mnie wzywasz kiedy czegoś potrzebujesz – teraz ognik był zły nie na żarty. – Cóż to za miej… - odwrócił się i nie dokończył – Trzeba było tak od razu.
- Nie dałeś mi dojść do słowa – uśmiechnął się Pustelnik. – Pozwól, że przedstawię Ci panią Szczerości, Nowicjuszkę w zakresie Słuchania, Strażniczkę Zielonego Płomienia, Iris Wytrwała.
Kobieta ukłoniła się pięknie, a ognik podleciał do niej zaciekawiony.
- Ixasis, Młodszy Książe Rodziny Ixa, Władca Cyjanowego Płomienia kłania się nisko i poleca na przyszłość, jeśli takowa istnieje i jeśli dane mi będzie bytować. – przedstawił się bardzo piskliwym głosikiem. – Jak zostałaś strażniczką płomienia ? Dlaczego ? Z czym …
- Porozmawiacie kiedy indziej teraz proszę Ixasisie oświetl nam drogę w tym na pozór czarnym od mroku lesie.
- Zawsze mnie tak traktuje – westchnął ognik do Iris. I fuknął przez ramię na właściciela.
- Nie tylko Ciebie mój drogi, nie tylko. – Uśmiechnęła się.
Pustelnik poprawił swój ciemnozielony płaszcz i podał swe ramię kobiecie ta wzięła je ochoczo, nie chciała iść sama w tym lesie bała się go. Bezimienny uśmiechem dodał jej otuchy. Prawą ręką dał znak Ixasisowi, że by ich poprowadził. I przeszli przez Jassinową Bramę. A ognik oświetlał im drogę. Weszli do lasu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
W końcu się doczekałam, tak jest! Ten las to sama magia, mrok i tajemnica... A zaraz Jassin z drzewa zeskoczy :D
OdpowiedzUsuń"Co ty do Szeolu robisz" chyba będzie moim nowym ulubionym przekleństwem...