Bezimienny wracał z posiedzenia Pustelników, pogrążony we własnych nieuczesanych myślach. Szedł zamyślony przez Dzwoneczkowy Las, po ścieżce, która prowadziła do jego magicznej chatki. Wspierał się na swojej zaczarowanej lasce, w której znajdował się Amirater – najpotężniejszy z istniejących w Królestwie artefaktów. Szedł i powtarzał sobie słowa i obrazy, które dane mu było zobaczyć na wiecu. Pustelnicy spodziewali się nowej duszy w swych szeregach. Kamień Pata był niespokojny, znaczyło się, że i życie nowo przybyłego ma być pełne zawirowań, a jego przyszłość jest nieznana. Ba! nawet nic nie było wiadomo jego przeszłości i teraźniejszości, jak gdyby nigdy jegomość nie istniał. Siedząc pośród reszty pustelników, nie żywiąc do nich żadnych uczuć, czuł, że jest jakoś dziwnie związany z kimś z obrazów, jakie dane było mu zobaczyć.
Nawet nie zauważył, kiedy przechodził, przez wszystkie zabezpieczenia, chroniące jego ziemie. Podniósł oczy, by czarem otworzyć drzwi i znieruchomiał. Na stopniach prowadzących do wejścia domku leżała czarna puma. Pustelnik przywdział pozycję obronną i wycelował koniec swojego kija w leżące, nie zwracające na niego uwagi zwierzę. Odczuł zagrożenie, tym samym pogoda i muzyka na tym niewielkim skrawku ziemi przybrała nieco groźniejszy ton. Bestia leniwie podniosła ślepia na nowoprzybyłego. Wydawała się być straszliwie przemęczona, można byłoby się szarpnąć na stwierdzenie, że wyglądała jak ledwo żywa. Wsparła się na łapach i szepnęła:
- Panie – jej tył opadł na ziemie, próbowała utrzymać fason trzymając wyprostowane przednie łapy.
- Co Cię tu sprowadza – zapytał nieufny Pat – i dlaczego mnie tak nazwałaś? – zapytał
- Byłam wolna pod Twymi skrzydłami, więc byłam Twoja, będąc niczyją. – wypowiedziała przerażona na jednym oddechu i upadła.
Mimo tych szczerych chęci Pat dalej mierzył do niej niby z miecza. Przez wszystkie wyczerpujące, pustelnicze nowinki zapomniał o powłoce chroniącej jego ziemie przed istotami mu nie przychylnymi. Potwornie się bał. Już nie był tym kim był kiedyś. Kiedyś przynajmniej wydawało mu się, że jest wielki, teraz i to złudne przekonanie uleciało z jego ego. Bił isę z myślami nie wiedział jak zareagować.
-„Rzucę na nią jakieś bardzo proste zaklęcie i dowiem się kim jest” – pomyślał i zaczął formułować w myślach formułę, jego moc kumulowała się w Amiraterze, który nie bezpiecznie błyszczał i w tym momencie między kosturem maga i istotą zaczęła materializować się czarnowłosa postać. Jeszcze dobrze się nie pojawiła a już darła się w wniebogłosy:
- Czy Ty do stu Niejaw nie wiesz, ze na chorych, cierpiących i umierających nie rzuca się czarów innych niż uzdrowicielskie, barani łbie?!
Tego Pat zupełnie się nie spodziewał i z wrażenia upuścił różdżkę.
- Jassin…
- No a kto ma być Ty półgłówku ? – wrzasnął i odwrócił się do pumy delikatnie uniósł jej głowę i spojrzał na nią tymi swoimi uzależniającymi niebieskimi oczyma. – A teraz policzę się z Tobą Pat! – warknął i zaciągnął go siłą do chatki, rzucił go na krzesło i zaczął:
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Co za piękne wejście! Powinieneś był uważać, teraz mocno oberwiesz! Bardzo mi się podobało, mimo tej wielkiej przerwy między rozdziałami. No i czarna puma. Mrrau, czarne kotki są prawie tak śliczne jak czarnowłose anioły wrzucające na wszystko co się rusza (choć wydał mi się zbyt delikatny, normalnie jest bardziej kreatywny i nie szczędzi ostrych słów) xD
OdpowiedzUsuńWielkie dzięki :*
czy ja tego nie czytałam?
OdpowiedzUsuńchyba nie...
ale teraz też tego nie przeczytam.
to musi chwilę poczekać...