środa, 17 czerwca 2009

2.

Poprosił Veris, by zamek był na chwilę pusty. Przecież to niegdyś on panował tymi ziemiami, tym zamkiem. Przechodził z piętra na piętro, mijaj kolejne schody, drzwi do kolejnych komnat, a za każdą kryło się wspomnienie. Piękne lub nie, ale prawdziwe. Szedł z myślami idącymi daleko wstecz. Był w ogromnej sali balowej na piętrze. Podszedł do fortepianu i pogłaskał koniuszkami palców klawiaturę. Niegdyś grali dla niego a on tworzył. To było dawno. Zamknął oczy i przypominał sobie jak sama Muzyka grała na tym instrumencie. Szedł dalej. Minął swój gabinet, tam gdzie pan spokoju oznajmił mu tragiczną wiadomość o tym, że gdzieś tam się nie dostał. Ale to było nie istotne. Nieuchronnie zbliżał się do miejsca, którego się bał. Ale musiał tam dojść. Mijał kolejne znane miejsca, by w końcu z rozmachem otworzyć ogromne drzwi swojej biblioteki. Było to miejsce nienaruszone mimo jego nieobecności. I mimo największego zbioru ksiąg w całym Królestwie. Wszedł i zaraz uderzyło go światło. Albowiem pomieszczenie miało trzy ściany zajęte przez książki a ściana naprzeciw drzwi była wielkim oknem. Ledwo wszedł w mury tej przepełnionej zapachem książek komnaty, a już w jego oku pojawiła się pierwsza łza. Wszystko było idealnie jak tedy kiedy wychodził stąd po raz ostatni. Na stoliku leżał tomik poezji napisany przez Andree, a o fotel (lekko odsunięty) na którym posadził Albusa przy ich pierwszym spotkaniu opierała się gitara. Umiłowany instrument Michaela. Rozglądał się tak, wdychając tak lubiany przez siebie zapach książek.
Stanął przy tym ogromnym oknie i mruknął:
- Nie jest tak jak być powinno.
- A jak być powinno, hmm...? – zapytał na zbyt znany głos z tyłu
Pustelnik zacisnął pięści.
- Nie uważasz że winieniem się weselić na myśl o Twym powrocie? – warknął
- A kto Ci broni ? Andree zwana Spesą ? Michael zwany Aurisem ? Czy w końcu Albus zwany Conditorem ?
- Anunus – powiedział przez zęby były gospodarz.
- Nie widzę by mój syn miał z tym cokolwiek wspólnego.
- Wynoś się.
- Ja ?! – Zaśmiał się – Nie chcę Cię denerwować, ale to teraz mój dom.
- Racja, więc pozwól, że ja odejdę muszę jeszcze napisać list do Sharon i PePe.
- Do zobaczenia Tęczowy Chłopcze.
Samotnik puścił to mimo uszu i szedł dalej, by jak najszybciej znaleźć się w swojej chatce nad Morzem Błękitnym. By tam dokończyć swą pracę nad podarkami dla przyjaciół.

Kiedy wrócił, wiele przemyślał. Przecież nie będzie mógł wiecznie uciekać przed Czasem. Ale na ten dzień miał ważniejsze problemy. Wyjął z pod kanapy piękną małą skrzynkę. Kiedy ją otworzył ujrzał 12 diamentów. Każdy innego koloru. Uśmiechnął się i wziął się do pracy. Czasu zostało mu niewiele.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz